TANZANIA

Dodane dnia 2011.11.13 -- Zaktualizowano dnia 2014.07.23

Wpis dotyczy kraju: TANZANIA

Zobacz wszystkie wpisy Krisa z kraju: TANZANIA

TANZANIA

 

Mango, kokosy, ananasy, banany, awokado, pomarańcze, cytryny, liczi, jack fruit, arbuzy, stafeli (sour sop), fukumi, pamba, jam, chlebowiec, maniok, dynie, słodkie ziemniaki, kukurydza, słoneczniki, artemisia, ryż, fasola, pomidory, marchew, papryka, orzechy ziemne, orzechy nerkowca. Te oraz inne jeszcze przez nas nie poznane warzywa i owoce z tanzańskiego rajskiego ogrodu.

MASAJOWIE

  

 

Kenia i Tanzania tworzyła niegdyś jedno państwo, Tanganikę. Do dziś w obu krajach jest ta sama kuchnia, podobne obyczaje. W obydwóch krajach ludzie władają wspólnym językiem – suahili. Dziś na mapie widnieją dwa państwa, oddzielone prostą kreską. Linia ta również przecina ziemie Masajów. 
   Drugiego dnia dojechaliśmy do Oldonyo Sambo. Pierwsza większa wioska na trasie. Spotkaliśmy w niej Masajskich przewodników. U podnóży Kilimandżaro nie można spotkać lepszych specjalistów. Turyści są zachwyceni faktem, że na safari zabierają ich prawdziwi wojownicy w swych kraciastych, oryginalnych kangach. Przypasany u prawego boku nóż (u lewego komórka), daje poczucie bezpieczeństwa, szczególnie w parkach pełnych dzikiej zwierzyny. Pod wioskowym sklepem zaczepił nas sympatyczny człowiek, niskiego wzrostu z widocznym brzuszkiem. Przepasany był jak większość kraciastą, granatowo czerwoną chustą. Zainteresował się naszą wyprawą i zaprosił  do siebie. Wieczorem wraz z naszym gospodarzem sączyliśmy herbatkę, oczywiście z mlekiem. Gaworzyliśmy o zwyczajach plemiennych... Mężczyźni opuszczają wioskę by udać się na zielone tereny by wypasać tam bydło. Zabierają ze sobą krótki miecz, kijek i kubek. Piją jedynie mleko z krwią ulewaną z karków swoich podopiecznych krów. Wędrują tak tygodniami, czasem miesiącami. Kobiety dzieci i starszyzna zostaja w wioskach czekając na swych mężczyzn.
 

Szutrową drogą jechaliśmy podnóżami dwóch gigantów; Mount Meru i Kilimandżaro. Widoki były zachwycające. Przysłonięte chmurami szczyty nie chciały odsłonić swego śnieżnego oblicza. Po drodze, od wioski do wioski, co rusz napotykaliśmy wędrownych ludzi. W wioskach zamieszkiwało coraz mniej pasterzy. Obrzeża zamieniały się w ogródki warzywne a wraz ze zbliżaniem się do Moszi przekształcały się w pola kukurydziane lub obsiane złotym słonecznikiem. Pogoda była bardzo majowa a krajobraz przypominał mi Polskę...

 RELIGIE

  

 

Kierowaliśmy się w stronę wybrzeża. Wzdłuż drogi rosły baobaby. Pojawiły się olbrzymie plantacje sajso, które wykorzystuje się w przemyśle włókienniczym. Znad wysokich traw wyrastały długo przeze mnie wyczekiwane palmy kokosowe. Piaszczysta droga prowadziła do Bagamoyo, małego portowego miasteczka położonego nad Oceanem Indyjskim. Wzdłuż linii brzegowej przeplata się wiele religii. To one nakreślają sposób odbierania świata, zwyczaje, wyznaczają święta i rytm dnia. Ludzie żyją w pokoju.

ZWYCZAJE

  

 

Tanzańczycy są niezmiernie miłym, wesołym i przyjaznym narodem. Dało się to odczuć już przy pierwszym spotkaniu. Są to ludzie bardzo bogaci w czas, więc dzielą się nim z każdym i wszędzie, szczególnie z nowymi. Obowiązujące wszędzie formy grzecznościowe tworzą cały dialog. By nie obrazić rozmówcy warto wiedzieć co i kiedy się odpowiada a znajomość i kolejność pytań wywołuje nieopisywalną radość. Czy to w  sklepie czy  w urzędzie czy na ulicy do nieznajomego,  rozmowa zaczyna się następująco:
Pytanie - Odpowiedź
Jambo  – Mambo
Mambo - Poa
Poa       – Poa poa
Abari    – Mzuri (sana )
Safi(freszi) – Mzuri sana
marhaba – salama
Karibuni. Mzuri.

Skąd jedziecie? - Z Polski.
AAAAAAAAAAAA
Na rowerze? - Tak
AAAAAAAAAAAA
Nie możliwe a a a a
Pewnie  chcecie wody?

  

   Niepowtarzalne i zawsze mnie zaskakujące są formy transportu. Kobiety noszą wszystko na głowach. Zakupy, wodę, chrust, kubek z herbatą i wszystko co nie mieści się w głowie, jak np. dziecko które noszą na plecach. Mężczyźni transportują dobra na większe odległości wykorzystując do tego rowery.  Wożą węgiel, wodę, wielkie kosze z owocami. Czasem do kierownicy za nogi przywiązywane są kury które w liczbie dwunastu wiszą sobie tak głowami w dół. Najbardziej jednak zaskakującym widokiem był rowerzysta, który przewoził łóżko na głowie.

Nieokiełznany tłum. Niekontrolowany dziki instynkt, stymulowany reakcją tłumu, który uruchamia się podczas jakiś publicznych występków jak np. kradzież. Dochodzi wtedy do sądów ulicznych, w których euforia, prymitywne odruchy bioraągórę nad rozsądkiem i dochodzi wtedy do ukamienowania bądź spalenia żywcem w oponach samochodowych.

JEDZENIE

  

Stołowaliśmy się w przydrożnych barach. Jedliśmy tam tanie i smaczne tradycyjne potrawy tanzańskiej kuchni. Najczęściej była to kukurydziana papka. zwana ugali, z fasolą i zieleniną w postaci liści z dyni zasmażanymi z cebulą i pomidorami. Zapijaliśmy się słodką herbata z mlekiem zawsze w dobrym towarzystwie.
Często przyglądałem się zwyczajom jakie panują przy stole. W Afryce nie używa się sztućców, je się prawą ręką. Ugniata się ugali i nim nabiera zieleninę bądź fasolę. Obgryzione kości kurczaka wypluwa się na stół lub na ziemię. Po zjedzeniu opłukuje się dłoń polewając dzbankiem nad miską. Takie obrazki zdarzało nam się obserwować w małych barach.
     
HANDEL

Na wsi, w dzień targowy jest kolorowo. Można kupić tu wszystko co jest niezbędne do życia a nawet trochę więcej. Zawsze jest tłoczno i gwarno. Podczas zakupów zauważyć można ciekawy zwyczaj. Sprzedawcy notorycznie nie wydają reszty. Jednakże po zwróceniu uwagi, z uśmiechem i miną roztropka przypominają sobie o wydaniu należności.
   Poza targowiskiem, handlarzy można spotkać niemalże wszędzie. Dzielą się na dwie zasadnicze grupy. Stołkowych krzykaczy, którzy rozkładają swoje towary przy drodze, najlepiej w cieniu dużego drzewa i stamtąd nawołują potencjalnych klientów. I biegaczy krzykaczy, którzy wraz ze swoimi towarami podbiegają do każdego przejezdnego. Najczęściej do autobusów zatrzymujących się na chwilę. Pasażerowie wtedy mogą zakupić różne przysmaki przez okno nie ruszając się nawet. Krzykacze biegacze sprzedają wszystko.  Napoje kolorowe, słodycze, karty zdrapki,  owoce, warzywa grillowaną kukurydzę i gotowane jajka. Między wioskami nabyć można bardziej wyszukane towary. Kury, kaczki, sowy, ryby i wszystko co można złapać w okolicy. Po drogach mknęły rowery załadowane węglem do granic wyobraźni...
  Również w miastach życie wiruje wokół handlu. Oprócz zwykłych nudnych sklepów są stoiska na świeżym powietrzu, bliższe naturze. Do takich należą drzewa na których gałęziach rozwieszone są wieszaki z odzieżą. Jednakże najbardziej zauważalni są mobilni sprzedawcy. Duże wózki z owocami, rowery z przyczepionymi wielkimi koszami na kokosy, mango lub papaje, ludzie z okularami, paskami, telefonami, perfumami, zegarkami. Na końcu najszybsi i najliczniejsi cmokający chłopcy z wodą, papierosami i kartami zdrapkami, którzy szybkim krokiem mkną po chodniku i głośno cmokając zwracają na siebie uwagę. W szarej strefie znajdują się naciągacze, drobne cwaniaczki szukający naiwniaków i szybkiego zarobku. Obserwowanie tego ruchu było dla mnie niepowtarzalnym przeżyciem. Z perspektywy czasu i miejsca, tęsknię za wesołymi i kolorowymi Tanzańczykami.

 

Komentarze

Ciekawe czemu nie kibicują

Ciekawe czemu nie kibicują żadnej polskiej drużynie ? ;-)
A czy po Zanzibarze ostały wam się jakieś goździki?

Czesc gozdzikow wieziemy w

Czesc gozdzikow wieziemy w wazonie a czesc pod dziaslem by zeby nie bolaly:) Pozdro....