SYRIA

Dodane dnia 2010.11.01 -- Zaktualizowano dnia 2013.06.13

Wpis dotyczy kraju: SYRIA

Zobacz wszystkie wpisy Adeli z kraju: SYRIA

 

 

Syrię przemierzyliśmy w dwóch etapach.
Za pierwszym razem wjechaliśmy do Syrii z Turcji przez przejście Bab al Hava, nieopodal Antiochii (Antakii).
Na trasie tego etapu leżały Aleppo, Ebla, ruiny Apamea ze wspaniałą, górującą Granicanad nimi cytadelą, będącą twierdzą bandy dzieciaków, oraz monumentalny zamek krzyżowców Crac des Chevaliers.
Przy pierwszym pobycie Syria dostarczyła nam tylu wrażeń, że dlugo sadzilismy, ze bylismy w niej 14 dni. Dopiero potem doliczylismy sie, ze bylo ich tylko 7...Ponieważ bylo to nasze pierwsze zderzenie z Bliskim Wschodem – wrażenia po wjeździe były szokujące, przytłaczające i raczej negatywne. Gnijące psy i stosy palonych śmieci na poboczach, przeraźliwy zgiełk i hałas, obrzydliwe betonowe kloaki noszące miano toalety i niedające wytchnienia słońce oraz ciekawskie dzieci. Trudno było nam odnaleźć się w nowej rzeczywistości, gdyż nagle, zupełnie na to psychicznie nieprzygotowani, przenieśliśmy się z zeuropeizowanej Turcji do zhierarchizowanego świata arabskiego. Szokująca dla nas była pozycja zarówno kobiet jak i dzieci. W dzień widywaliśmy kobiety mijające nas bezszelestnie, z nisko spuszczonym wzrokiem, ukryte pod czarnym czadorem (w 40 ºC!) Wieczorami, straszyły nas wielkie oczy umorusanych dzieci, do późna pracujących w warsztatach samochodowych i w polu.
Napięcie spowodowane nieustannym oblężeniem przez ludzi doprowadziło mnie w koncu do lez Dlaczego? No właśnie.... Jakoś nie potrafiliśmy się w tym wszystkim odnaleźć.
Nie będziemy ukrywać, że marzyliśmy o tym, żeby jak najszybciej opuścić ten kraj i z utęsknieniem wyglądaliśmy wjazdu do Libanu, który jawił nam się jako oaza europejskości na Bliskim Wschodzie – bastion, w którym będziemy mogli wytchnąć pośród tego co znane.
Teraz, z perspektywy czasu, wstydzimy się i sami dziwimy, jak to możliwe, że te złe wrażenia i trudne momenty przeważyły jednak nad momentami i chwilami dobrymi. Przede wszystkim, napotkani Syryjczycy otworzyli szczerze przed nami swoje serca. Nie spotkaliśmy dotąd  tak ubogich, jednocześnie w swym ubóstwie tak hojnych, gościnnych i dobrych ludzi. Pierwszy raz stanęliśmy przed problemem, nie jak do ludzi dotrzeć, ale jak przed ich gościną uciec. Dwa razy daliśmy się jednak na gościnę namówić i zdecydowanie tego nie żałujemy! Mogliśmy od środka zobaczyć jak funkcjonuje typowy syryjski dom i musimy przyznać, ze były to jedyne w swoim rodzaju, wspaniałe i niezapomniane chwile.
Po 3 tygodniach w Libanie a następnie 3 miesiącach spędzonych na Cyprze, zmęczeni europejskim blichtrem i znieczulicą, nie mogliśmy doczekać się powrotu do tego co zdawało się być wcześniej tak uciążliwe. Sami nie mogliśmy uwierzyć w to, że  zaczęła nas cieszyć  wizja powrotu do Syrii.
Drugi etap podróży po Syrii rozpoczęliśmy w Homsie. Dostaliśmy się tam autobusem z Antakii (Turcja). Przyjemność ta kosztowała nas 15 TL (lirów tureckich). Za rowery nie zapłaciliśmy choć nie obyło się bez chryi. Granicę przekroczyliśmy ponownie w Bab al Hava. Tym razem kierowca autobusu załatwił za nas formalności wizowe więc obyło się bez odsyłania nas od wąsacza do wąsacza.
Etap ten wiódł przez Homs, Maloulę, Damaszek, Sweidę, Bosrę i Darę.
Tym razem poznaliśmy zupełnie inne oblicze Syrii!!! Okazało się, że wcześniej obrana przez nas trasa wiodła przez właściwie nieuczęszczane przez turystów, najbardziej zacofane regiony kraju. Wracając do Syrii byliśmy już przygotowani psychicznie na powrót do brudu, kurzu, upału, gnijących stert śmieci przy drogach i bliskich spotkań z ciekawskim, prostym ludem. Jakież było nasze zaskoczenia gdy na wjeździe do Homsu przywitał nas zimny wiatr i deszcz, naszym oczom ukazały się zielone, czyste, przystrzyżone trawniki i żywopłoty a co druga napotkana osoba mówiła po angielsku. Niewiele kilometrów minęło gdy zdaliśmy sobie sprawę z tego, że międzynarodowa droga nr 5 to widokówka – popisówka kraju. Łączy Eurazję z Afryką i wiedzie przez główne, najbardziej turystyczne miasta. Widać, że reżimowskie władze dokładają starań, by jadący nią turysta odniósł wrażenie, że Syria to porządny, czysty i nowoczesny, proeuropejski kraj z wiecznie uśmiechniętym prezydentem. Dobra nawierzchnia, relatywnie czyste pobocza oraz wszechobecne billboardy i znaki przypominające kierowcom o nie wyrzucaniu odpadków przez okno i o trzymaniu się prawej strony drogi. Zaskoczyły nas też liczne barwne reklamy kreujące nierzeczywisty (aczkolwiek prawdopodobnie wymarzony) wizerunek Syrii: dzieci z kolorowymi zabawkami, kobiety  z europejskimi rysami w pięknych sukniach, apartamentowce zachodnich deweloperów, panowie w garniturach i luzacy w dżinsach z nowoczesnymi komórkami. Do tego wiele haseł w języku angielskim. Nikt  nie zaczepiał, o status matrymonialny nie wypytywał, na siłę do domu na nocleg nie ciągnął. Jedynie tu i ówdzie padały nieliczne zaproszenia na herbatę. Właściwie pustkowie, cisza i spokój. Jadący tędy rowerzysta nie ma pojęcia, że nieopodal, za pasmem gór, znajduje się zupełnie inny świat – świat szarych, brudnych, biednych wiosek z biednym, prostym ludem. Tam po drogach nie suną cicho nowoczesne auta ale terkoczą głośno rozklekotane traktory a zamiast billboardów z wyszminkowanymi blondynkami, najczęściej widniejącą reklamą jest namalowany kredą na ścianie ząb, który wskazuje, że tu znajduje się gabinet dentystyczny. Taka Syrie poznalismy. Syrie - kraj kontrastow.

WPISY ZE STAREGO BLOGA
Na dowod tego jak ciezko bylo nam sie poczatkowo dostosowac do nowej kultury i nowych warunkow, wklejam ponizej dwa wpisy ze starego bloga.
1.05.2010 - SYRIA - ALEPPO
Wczoraj wjechalismy do Syrii. Wyadawalo mi sie, ze wiele juz do tej pory widzialam, ale teraz pierwszy raz w zyciu przezywam prawdziwy szok kulturowy. Pierwszy raz jestem w kraju trzeciego swiata (jak sie okazalo na miejscu). Takiego syfu jeszcze nigdy nie widzialam, a to dopiero przeciez poczatek ....Niebywale wrażenie robi tez to jak nisko w hierarchii stoja kobiety. Upal jest niemilosierny, ledwo sie slaniamy a one w tych czarnych namiotach przemykaja bezszelestnie po rozpalonych sloncem ulicach. Troche to wszytsko na razie wydaje mi sie straszne! Wczoraj dowiedzieliśmy sie, ze w Aleppo panuje niesamowita wolnosc i swoboda - "its' to much free" mowil nasz miejscowy informator. Dzis zwiedziliśmy to miasto i nie widziemismy ani jednej odkrytej kobiety, zobaczylismy za to hardcore jakiego po liberalnej Turcji, w ogole sie nie spodziewalismy - kobiety zasloniete calkowicie, patrzace zza tak gestej czarnej siatki, ze nie widac nawet rysow ich twarzy. Wybaczcie, temat kobiet i brudu na razie dominuja moje postrzeganie. Nie jestem chwilowo w stanie niczym sie zachwycic. Nigdy wczesniej nie czulam sie tak kulturowo wyobcowana. Wiem, ze patrze na to wszystko oczami bialasa z Europy. Mysle, ze z czasem ochlone, z czasem sie przyzwyczaje i moje wpisy beda juz bardziej "zrownowazone":) Kolejnym powodem przyprawiajacym o ciarki jest fakt, że rezim tu panujacy czuc na kazdym kroku. Z plakatow usmiecha sie dobrotliwie dyktator z hitlerowskim wasikiem - Baszar al-Assad. Z rzeczy dobrych - dobre maja falafele i bardzo niskie ceny - falafel 1 zl, ale higiena w jakiej to przyrzadzaja jest taka, ze tylko czekam na pierwszy zrzut i nerwowe szukanie toalety. Poki co tyle. Zbieram wrazenia i niedlugo sie odezwe. Teraz kierujemy sie na nocleg. Jutro ruszamy o 6 rano bo upal juz od 7 jest  trudny do zniesienia. Jedziemy do zamku Crac de Chevalier.

3.05.2010 SYRIA
Dzis juz 4-ty dzien w Syrii. Nadal sie przyzwyczajam. Nigdy nie mialam do czynienia z tak (przepraszam, ze tak to ujme) zacofanymi ludzmi. W wioskach oblegaja nas zbite tlumy chlopcow i mezczyzn. Sciskaja nas w waskim kregu, dotykaja rowerow a kobiety i dziewczynki zekraja wstydliwie zza plotow z rozpalonymi, z wrazenia do czerwonosci, twarzami. Oczywiście, jako ze tak nakazuje goscinnosc arabska, dostajemy tez liczne zaproszenia na noclg. Starmy sie, jak mozemy, z tego wymigiwac bo nie mamy ochoty byc przez cala noc obserwowani przez minimum 20-sto osobowa rodzine. Raz dalismy sie zaprosic i przezylismy niesamowity szok. Byla tam jakas kobieta, ktora zachowywala sie w sposb bardzo dla nas krepujacy. Nie moglismy sie w ogole rozpakowac, bo wkladala glowe do kazdej otwartej sakwy, uwaznie obserwowala kazdy nasz ruch, oraz kazdy wyciagany przedmiot. Najbardziej chyba zdumialo ja to gdy zaczelam czyscic nicia dentystyczna zeby. Nie wiedzialam jak sie zachowac. Jeszcze nigdy nie zdazylo mi sie, zeby ktos obserwowal jak myje zeby. Troche musielismy powstrzymac jej ciekawosc, gdy doszlo do tego, ze probowala podazac za nami do toalety, zachowujac 10-cio centymetrowy dystans. Troche smieszne to wszystko, a troche straszne. Szokujace bylo tez to, ze maz tej kobiety, wpierw powiedzial nam, ze bedziemy w domu sami. Gdy spytalismy sie, dlaczego mowi, ze bedziemy sami, skoro jest tu jego zona, padla odpowiedz - "Ah, THIS, no problem, don't mind THIS" ("Ach, TO, nie ma problemu, nie zwracajcie na TO uwagi"). Coz, przy takim podejsciu, trudno o emancypacje kobiet....Jedno jest pewne, wielu mezczyzn zrobi wszystko, zeby zachowac ten, tak dla siebie wygodny porzadek. Nieraz mialam tez nieodparte wrazenie, ze rzadowi zalezy na tym, zeby ludzie pozostali prosci i niewyedukowani. Zeby nie zadawali pytan i traktowali swoja religie oraz Prezydenta - Krola bardzo powaznie. Za ok 4 dni wjezdzamy najprawdopodobniej do Libanu.

Pozostale wpisy ze starego bloga dostepne na: www.mytb.org/adelka