SYRIA

Dodane dnia 2010.11.07 -- Zaktualizowano dnia 2012.07.06

Czytaj blog Adeli  |  Czytaj blog Krisa z kraju SYRIA

 

SYRIA

Etap I - 30.05.10 - 5.06.10 - 349 km - 7 dni
Etap II - 30.10.10 - 8.11.10 - 375 km - 9 dni
Razem: 724 km - 16 dni

Nie spotkaliśmy dotąd  tak ubogich, jednocześnie w swym ubóstwie tak hojnych, gościnnych i dobrych ludzi. Pierwszy raz stanęliśmy przed problemem, nie jak do ludzi dotrzeć, ale jak przed ich gościną uciec. Spotkani Syryjczycy otworzyli szczerze przed nami swoje serca i to wlasnie dzieki nim spedzilismy w Syrii jedyne w swoim rodzaju, wspaniałe i niezapomniane chwile.

RÓŻNICE KULTUROWE
Naszym podstawowym problemem podczas pierwszego pobytu było to, że po raz pierwszy zetknęliśmy się z tak odmienną kulturą. Dystans personalny zmienił się nagle z europejskiego pół metra, na 10 cm od twarzy. Pojęliśmy na czym polega przysłowiowa rozmowa „twarzą w twarz” :-)
Jak chodzi o relacje damsko – męskie, już pierwszego dnia dostaliśmy reprymendę od nieźle władającego angielskim Syryjczyka, że jeżeli nie chcemy wyjść na ludzi lekkich obyczajów, musimy mówić, że jesteśmy małżeństwem.  Rozmówca powiedział nam „w moim kraju nie ma czegoś takiego jak chłopak i dziewczyna. Jest albo narzeczeństwo, albo małżeństwo”. I tak, pierwszymi słowami opanowanymi przez nas po arabsku były „mąż” i „żona”. Tym sposobem, Krzycho już trzy godziny po przekroczeniu granicy Syryjskiej awansował z chłopaka na męża:-)
Za drugim razem mieliśmy zupełnie odmienne wrażenia. Nikt się nie pytał o to czy jesteśmy małżeństwem ,a w Damaszku atmosfera była na tyle luźna, że spokojnie mogliśmy spacerować trzymając się za ręce, nie wzbudzając tym żadnej sensacji.
W świecie arabskim podział płci jest bardzo wyraźny. Kobiety powinny zachować czujność i rozwagę by nie wchodzić tam, gdzie nie powinny bo może się to skończyć nieprzyjemnościami. Należy obserwować zachowanie miejscowych i dostosowywać się do panujących zasad by nikogo nie urazić.
Mężczyźni nie powinni dotykać żadnych Syryjskich kobiet (szczególnie tych zakrytych), ani nie powinni nawiązywać z nimi kontaktu wzrokowego.  Do tego prawo mają wyłącznie ich mężowie i najbliższa rodzina.

 

Warto wiedzieć, że jeżeli jest się częstowanym, w dobrym tonie jest zostawienie Wyzerkaresztki pokarmu na talerzu. W ten sposób gospodarz dostaje sygnał, że gość już się najadł. My niestety tego nie wiedzieliśmy i mimo bólu brzucha grzecznie wpychaliśmy w siebie kolejne dokładki. Oprócz tego, że nasze żołądki były rozepchane do granic możliwości, musieliśmy niejednokrotnie wyjść na niezłych chamów i gburów: -) Niejeden poczciwy Syryjczyk musiał zachodzić w głowę – „ Ile taki Polak potrafi zjeść? Zostawią nam coś, czy nie?”:-) My z kolei prosiliśmy w myślach gospodarza o litość i nie mogliśmy się doczekać końca biesiady. Ot, nieporozumienia kulturowe.

 

W Syrii władze przewrażliwione są na punkcie bezpieczeństwa. Nie wolno fotografowanie mostów, stacji kolejowych itp. Na pewno trzeba uważać, żeby przypadkowo nie sfotografować jakiegoś obiektu wojskowego. Jest ich bardzo dużo i nie zawsze są jako wojskowe oznakowane. Znamy faceta, który został przez taki wypadek aresztowany i wtrącony do syryjskiego więzienia.
Sytuacja polityczna pomiędzy Syrią a Izraelem jest napięta. Nie powinno się poruszać tematu Izraela ani przyznawać, że się tam było lub zamierza pojechać. Szczególnie na granicy bo na pewno nie zostaniemy w takim przypadku wpuszczeni.
Lewa ręka w świecie arabskim służy do podmywania się, jest więc zatem ręka „nieczystą”. Ludzie z reguły nie używają jej do jedzenia, nie pozdrawiają nią nikogo, nie podawają jej, nie przyjmują nią ani nie dają podarków, nie wykonują nią również żadnych gestów w stronę ludzi.

STEREOTYPY – FAKTY I MITY
„Podróżując po Syrii będziesz musiała chodzić zakryta jak Syryjskie kobiety.”Stereotypy
Tak na początku myśleliśmy. Nawet chłopcy na czas przekraczania granicy, zakryli swe włochate nogi: -) Zatrważała mnie myśl o pedałowaniu w 45-cio stopniowym upale z zakrytymi ramionami i w długich spodniach. Okazało się, że przejmowaliśmy się zupełnie niepotrzebnie. Zapytani o zdanie Syryjczycy powiedzieli nam, że spokojnie mogę jechać w sowich obcisłych ciuchach rowerowych. Mówili, że przecież maja telewizję i zdaja sobie sprawę z tego, jak ubierają się Europejki i nie wymagają stroju syryjskiej kobiety od turystki. Mimo mojego nietypowego jak na tamte strony, skąpego ubioru, mężczyźni odnosili się do mnie z szacunkiem i nie przyłapałam żadnego z nich na pożądliwym spojrzeniu.

„W arabskich miastach jest bardzo brudno”
Niestety musimy przyznać, że podczas pierwszego pobytu w Syrii zobaczyliśmy syf, jBrudasyakiego nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy! W niektórych regionach Syryjczyczykom za wysypiska służą pobocza dróg. Smród gnijących w upale śmieci, rozkładających się zwłok potrąconych zwierząt oraz palonego plastiku, naprawdę utrudniał nam podziwianie pejzaży oraz przyprawiał o mdłości.
Szokujących doznań dostarcza już samo przekraczanie granicy turecko – syryjskiej. Bez patrzenia na znaki, dokładnie wiadomo, w którym momencie kończy się Turcja a zaczyna terytorium Syryjskiej Republiki Arabskiej. Nad głowami zaczynają szybować reklamówki, sterczą kikuty latarń, na drodze rozsypany jest gruz, a na poboczu leżą wraki kabin ciężarówek służące za schronienie przed słońcem. Pierwsza toaleta napotkana tuż za granicą była tak odrażająca, że raczej myślałam o zrobieniu zdjęcia niż skorzystaniu z niej. Brudne kible, brudne stragany z jedzeniem, brudne ulice i totalnie, absolutnie zerowa świadomość ekologiczna. Takie mieliśmy wrażenia z pierwszego pobytu w Syrii. Drugi pobyt nieco odmienił i zrehabilitował wizerunek kraju. Podczas tego pobytu mieliśmy szczęście przekonać się, że nie wszędzie i nie wszyscy śmiecą pod siebie.

ZAGROŻENIA
Węże.

JĘZYK
Arabski.
Podczas pierwszego pobytu, jadąc przez wioski, mieliśmy okazję w tydzień zapoznać się z podstawami arabskiego, ponieważ poza „hello, what is your name!” i „welcome to Syria”, nie słyszeliśmy ani razu języka angielskiego. Za drugim razem, jadąc wzdłuż głównej trasy (droga nr 5) przekonaliśmy się, że w dużych miastach (poza Aleppo), angielski jest bardzo popularny. Nie mieliśmy okazji popisać się umiejętnościami nabytymi podczas pierwszego pobytu.

PRZYGODY NA GRANICY  CZYLI  FORMALNOSCI  WIZOWE
Wizę nabyliśmy na turecko – syryjskiej granicy, na przejściu w Bab al Hava. Ponieważ w Internecie chodziły różne pogłoski, obawialiśmy się czy na granicy nie będzie problemów. Na szczęście, na swój arabski sposób, wszystkie procedury przebiegły dość sprawnie. Jeśli jesteś pierwszy raz na Bliskim Wschodzie, przygotuj się na spore zamieszanie i dezorientację. Wpierw musisz poprzeciskać się przez tłum, a gdy nadejdzie twoja wielka szansa dojścia do okienka, oddajesz wcześniej wypełnioną kartkę z wyjaśnieniami; jaki jest twój cel podróży, zawód, gdzie masz zamiar się zatrzymać itp. Następnie wąsaty celnik przechwytuje twój paszport i prowadzi do specjalnego pokoju, gdzie przy biurku siedzi kolejny, tym razem tęgi, wąsacz. Pokój nie przypomina biura.  Znajduje się tam wielkie dębowe biurko, na podłodze ładny dywan, wygodne fotele, oraz włączony telewizor z arabskim odpowiednikiem MTV. Pan pagonowy gwiazdor jest tym, od którego zależy decyzja o naszym być albo nie być w Syrii:-). Parę pytań, skrupulatne wertowanie paszportu, czy nie zawiera pieczątki z Izraela. Jednak najwięcej problemu sprawił fakt, że podróżujemy rowerami. Nie było takiej odpowiedzi w quizie, który dali nam wcześniej do wypełnienia:-) Finalnie otrzymaliśmy zgodę na wydanie nam 15-sto dniowej wizy. Ze zgodą tą zostaliśmy pokierowani do kasy w celu uiszczenia opłaty. W kasie siedział kolejny wąsacz, który zajmował się wszystkimi ziomkami, innymi wąsaczami tylko nie nami. Ostatecznie, gdy udało nam się zwrócić jego uwagę, okazało się, że pan pagonowy gwiazdor wpisał nam złą cenę wizy. I tu, ku naszemu zdumieniu, przydały umiejętności targowania zdobyte na tureckich bazarach. Okazało się, że nie tylko o ziemniaki czy pomidory ale i o wizę można się targować. Kiedy doszliśmy w końcu do jakiegoś kompromisu, dostaliśmy kolejny kwit, z którym dotarliśmy do ostatniego już okienka. Tam czas jeszcze na chwile zwolnił a nas na chwilę ogarnęło dziwne uczucie. Patrzymy, a kolejny pan z wąsami zamiast wbić nam wizy, wpisuje coś po arabsku na okładkach naszych paszportów. Po naszych głośnych protestach, z pogardą na twarzy, pan wąsacz wyjaśnił, że musi zapisać numer komputera, w którym zostaliśmy zarejestrowani. Ostatecznie z hukiem zostały wbite w nasze paszporty pierwsze w życiu arabskie wizy. Czuliśmy się jak bohaterzy gierki, którzy dotarli wreszcie do ostatniego levelu:-)
Jeszcze parę detali. Gdy organizujesz sobie wizę w ambasadzie, kosztuje ona 20 €. Na granicy 23 € (jeśli dobrze się targujesz:-).
Wiza teoretycznie jest ważna 15 dni. Poinformowano nas, że 15-sto dniowa wiza, tak naprawdę jest wizą 30-sto dniową, pod warunkiem, że przed upływam 15 dni zgłosimy się do Biura Imigracyjnego, które można znaleźć w każdym dużym mieście (w Syrii jest obowiązek meldunkowy – każdy turysta, który zamierza zostać w Syrii dłużej niż 15 dni, musi zgłosić się do wyżej wspomnianego biura). Podchodziliśmy z duża dozą nieufności do tych informacji ale Josh – Brytyjczyk, nasz nowy kompan podróży, udał się do tego biura w celu przedłużenia wizy. Tam nawet go nie zarejestrowali, machnęli ręką i powiedzieli, że niepotrzebnie przychodził bo ta jego 15-sto dniowa wiza jest wizą 30-sto dniową. Zaryzykował opuszczenie tego biura bez meldunku ani żadnego potwierdzenia, że w ogóle tam był i rzeczywiście, byliśmy potem świadkami jak na granicy wbili mu pieczątkę wyjazdową bez żadnych problemów.

Gdy opuszczasz Syrię, uiszczasz opłatę wyjazdową w wysokości 500 SYP oraz 50 SYP za znaczek skarbowy. Warto mieć tą sumę w gotówce, ponieważ na granicy nie można płacić w dolarach ani w euro. Dla ułatwienia życia - znaczki skarbowe można zakupić zaraz przy wjeździe na granicę, w budce po lewej stronie. My tego nie wiedzieliśmy i straciliśmy dużo czasu i energii szukając tego miejsca.
Na granicy widnieje na wielkiej tablicy informacja, że jeżeli jesteś w kraju krócej niż 12 dni, nie obowiązuje Cię opłata wyjazdowa. Cóż, jakoś nikt nas z niej nie chciał zwolnić, mimo że nie przekroczyliśmy 12 dni.......

NOCLEG
Podczas pierwszego pobytu, obozowanie na dziko w rolniczych rejonach Syrii, okazało się dość trudne. Bynajmniej nie z powodu braku dzikich ostępów ale ze względu na to, że ludzie (jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi) byli zbyt gościnni. Ciężko było znaleźć miejsce gdzie można było w samotności odpocząć  i zregenerować siły. Wygląda to tak, że gdy jedziesz, dzieci biegną za rowerami pozdrawiając i zagadując. Gdy tylko się zatrzymasz, momentalnie jesteś otoczony przez ciekawski tłum, a wieczorem trudno jest wymigać się od zaproszeń na posiłek oraz nocleg. W nocy zawsze byliśmy odnajdowani przez miejscowych, nawet w najgłębszych krzakach! Nie wiemy jak oni to robią, że zawsze byli w stanie nas wytropić! Mimo całej naszej wdzięczności i poruszenia, żarliwymi prośbami przyjęcia gościny, nie były to łatwe momenty. Gdy całe obozowisko jest już rozbite, a ty jesteś już opatulony w ciepły śpiwór, trudno przyjąć zaproszenie na nocleg znajdujący się o parę kilometrów dalej.  Szczególnie, jeżeli potencjalny gospodarz nie odpuszcza przez pół godziny i nalega po arabsku, a ty,również po arabsku, próbujesz mu wytłumaczyć, że wszystko jest w porządku, że masz się dobrze, i że namiot jest twoim domem. Mamy wrażenie, że niejednokrotnie sprawiliśmy Syryjczykom przykrość naszą odmową. Wszak Koran nakazuje ugościć podróżnika.

WODA
Nie mieliśmy problemów z odnalezieniem wody zdatnej do picia. Źródła wody można odnaleźć w każdym meczecie. W każdym mieście znajduje się dużo kraników i źródeł z pitną wodą. Poza miastem źródła znajdują się przy drodze. Zawsze można poprosić ludzi w gospodarstwach lub na stacjach benzynowych.

DROGI / RUCH SAMOCHODOWY
Drogi w Syrii są nieźle oznakowane i ogólnie są w dobrym stanie. Pod arabskimi nazwami, widnieje transliteracja przy użyciu łacińskiego alfabetuDrogi. W dużych aglomeracjach, szcególnie w Aleppo, panuje duże natężenie ruchu oraz absolutny chaos. Wszyscy kierowcy trąbią i jeżdżą według znanych tylko sobie zasad. Zdarza się, że kierowcy jeżdżą pod prąd. Pomimo ogólnego rozgardiaszu nie widzieliśmy żadnych wypadków.

MAPY
Próbowaliśmy zakupić mapę Syrii już w Turcji lecz okazało się to niemożliwe. W syryjskiej informacji turystycznej zdobyliśmy  broszury z mapkami. W rezultacie, ku naszemu zdziwieniu, udało nam się przemierzyć całą trasę jedynie przy użyciu tych właśnie mapek, które doprowadziły nas do Libanu. A za drugim razem do samej Jordanii.

WALUTA
Walutą w Syrii jest Funt Syryjski (SYP).
1EUR = 50.5 SYP
1US $ = 40 SYP
1PLN = 10.4 SYP
(Październik 2010)

CENY
Woda 1.5 L - 20 SYP
Banany 1 kg - 50 SYP
Melon 1 kg - 7   SYP
Chleb pita 8szt. - 20 - 40 SYP
Bulgur 0.5 kg - 15 SYP
Soczewica 0.5 kg - 20 SYP
Falafel - 5 - 20 SYP
Ayran - 20 - 25 SYP
Oranżada - 5 SYP
Internet 1 h - 60 SYP
Benzyna 1 l - 40 SYP
Znaczek do Polski - 35 SYP
Pocztówka - 15 SYP
Nocleg w Damaszku - 10$ od osoby
Kolacja/restauracja - 200 SYP

Zabytki – stała opłata za wszystkie zabytki - 150SYP. Studenci z kartą ISIC - 50 SYP. Karta Euro <26 nie jest akceptowana.

Na produktach, w przeciwieństwie do Turcji, ceny zazwyczaj widnieją, napisane są jednak po arabsku. Jeśli nie chcesz przepłacać, naucz się liczebników arabskich.

WYMIANA WALUTY
Jeśli wjeżdżasz do Syrii od strony tureckiej, warto wymienić walutę w Turcji. My zrobiliśmy to w Antakii (Hatay’u). Jest tam korzystniejszy kurs niż w samej Syrii. Część pieniędzy wymieniliśmy również na granicy u tamtejszych cinkciarzy – kurs w miarę dobry, porównywalny do kursu w syryjskich kantorach. Pieniądze możesz wymienić także w hotelach i bankach.

BANKI / KARTY / BANKOMATY
Nie mieliśmy okazji korzystać z usług bankowych ani z  bankomatów. Czytaliśmy, że jest możliwość płacenia kartą w hotelach i restauracjach o wyższym standardzie. Polecamy jednak mieć ze sobą raczej gotówkę bo w miejscach, w których my się stołowaliśmy, na pewno żadnej karty nie akceptują.

INTERNET
Z Internetu korzystaliśmy trzykrotnie. Raz, mieliśmy okazje wpisać się do Wielkiej Księgi Gości.  Niestety nie były to nasze życzenia czy przemyślenia a dane z paszportu. Nie dla uwiecznienia chwili i przyszłych gości ale dla policji i służb wywiadowczych: -) Po raz drugi odnaleźliśmy kafejkę o dość alternatywnym charakterze w chrześcijańskiej enklawie. Właściciel z wytatuowanym Jezusem w koronie cierniowej na przedramieniu oferował swoim klientom gry komputerowe. Jego kolesie umiejętnie obchodzili blokady założone na You Tube’a, MySpace’a czy Facebook’a. Portale w Syrii zakazane! Jeżeli większość kontaktów i korespondencji masz na Facebook’u, pomyśl o jakiejś alternatywie. Trzeci raz z netu korzystaliśmy w Damaszku gdzie nie było żadnych problemów z dostępem do Facebooka ani dziwnych procedur rejestracyjnych.

SKLEPY ROWEROWE
Nie widzieliśmy ani jednego. Syryjczycy przeskoczyli ten etap rozwoju i z osłów od razu przesiedli się na skutery.


Pokaż Syria na większej mapie

Czytaj blog Adeli  |  Czytaj blog Krisa z kraju SYRIA