SUDAN - Gaderef, upał, sawanna, słomiane chaty i pojedynek.

Dodane dnia 2011.02.01 -- Zaktualizowano dnia 2014.04.15

Wpis dotyczy kraju: SUDAN

Zobacz wszystkie wpisy Adeli z kraju: SUDAN

UPAŁ
27.01.11, trasa na Gaderef
Przedwczoraj opuściliśmy Chartum. Do tej pory pogoda nam sprzyjała. Mogę nawet rzec, że częściej w Sudanie marzłam, niż było mi gorąco. Na pustyni spałam we wszystkich ubraWielbłądyniach – w 2 polarach, w 2 parach spodni, w czapce na głowie. Za dnia często jechałam w rękawiczkach, w 2 polarach, w długich spodniach i w chuście na głowie i na twarzy, chroniącej usta i nos przed zimnym i suchym wiatrem.  Dziś wszystko się zmieniło. Przed Wadi Medani odbiliśmy w lewo na most by ponownie przekroczyć Nil. Krajobraz zmienił się na bardziej pustynny i zrobiło się niemiłosiernie gorąco! Na lunch zatrzymaliśmy się już o 11.30, bo zupełnie nie dało się w tym upale jechać! Poznani przy stoliku Sudańczycy, postawili nam cały, przepyszny posiłek. Ruszyliśmy dopiero o 15 ale skwar tak palił, że po chwili musieliśmy się znów zatrzymać w pierwszym napotkanym cieniu. Rafał ma wciąż jakieś problemy z kołem. Noc spędziliśmy tuż przy drodze. Wieczorem dostaliśmy sms-a od Niemców, że na najbliższych 70 km nie będzie pitnej wody....

SŁOMIANE CHATY oraz POJEDYNEK
28.01.11, gdzieś za Wadi Medani

Dziś zobaczyliśmy PIERWSZE SŁOMIANE chaty! Całe wioski składające się z małych domków pokrytych strzechą. TruPierwsze słomiane chaty!dno opisać zdumienie jakie mnie ogarnęło! Do tej pory, wszystkie domostwa zbudowane były z gliny. Teraz na dobre zostawiliśmy Nil za sobą. Zrobiło się bardzo gorąco i sucho. Nie spodziewałam się zobaczyć w Sudanie takiego widoku! Tubylcy z kolei, chyba nie są zbyt przyzwyczajeni do widoku białych. Coraz trudniej nam o wodę. Coraz ciężej się jedzie. Upał doskwiera nam niemiłosierny. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłam, nie wiem więc nawet jak to trafnie opisać... Gdy wdycham powietrze, moje nozdrza w środku pali żar, który zdaje się mieć konsystencję jakiejś rozgrzanej magmy, która tak jakby nie zawierała wystarczającej ilości tlenu, żeby się nasycić. Tuż nad rozgrzanym piaskiem, faluje rozgrzane pustynne powietrze. Wszystko stoi w miejscu. Zero wiatru. Zdarzające się co jakiś czas powiewy palą skórę. Raf,Kris i SudankiSą jak podmuchy z piekła!
Rafał ma cały czas problemy z kołem. Zostawiliśmy go w wiosce, w której był kompresor i umówiliśmy się, że będziemy czekać na lunchu. O 11.30 nie dało się już jechać, a w okolicy nie było nawet najmniejszego drzewka, które mogłoby nam dać choć odrobinę cienia. Ratunek znaleźliśmy w tunelu pod drogą, którym w porze deszczowej płynie rzeczka (ciekawe raz na ile lat?). Choć beton chłodził trochę, każdy powiew rozpalonego powierza parzył całe ciało. Kiedy leżeliśmy najedzeni, umierając w tym upale, nagle usłyszeliśmy, że coś uderzyło z brzdękiem w nasze rowery. Nie mieliśmy nawet energii, żeby zareagować. Po chwili, coś brzdęknęło ponownie. Krzycho wyjrzał z tunelu i zobaczył, jak banda dzieci w śnieżnobiałych galabijach, rozpierzcha się na jego widok w popłochu. Krzycho wrócił na miejsce ale ponieważ kamieni leciało coraz więcej, Siesta w tuneluusiadł tak, żeby widzieć dzieciarnię. Robiło się to coraz mniej zabawne, więc Krzycho wstał i wystarczyło, że zrobił zaledwie parę kroków, by dzieciaki znów się rozpierzchły. Kiedy jednak oddaliły się trochę, znów zaczęły rzucać kamieniami. Krzycho schylił się tylko, udając, że podnosi kamień, a dzieciarnia znów się rozbiegła. I wtedy stało się coś, czego zupełnie się nie spodziewaliśmy. Jeden z chłopców WYZWAŁ KRZYCHA NA POJEDYNEK:-) Śmiałek miał może z 9 lat i był najwyraźniej hersztem bandy. Chłopiec złapał za patyk i ruszył w stronę Krzycha. Zatrzymał się w pewnej odległości, wbił swój wzrok w Krzycha i wymachując kijem nad głową oraz waląc nim w ziemię, zaczął tańczyć sobie tylko zGoliat zagania krasnale do wioskinany taniec wojenny. Rozbawił nas ten skrzat niesamowicie, choć musieliśmy przyznać, że odwagi mu nie było brak. Odwaga ta jednak szybko go opuściła gdy uznaliśmy, że starczy już tych harców i czas, żeby Goliat zagonił krasnale do wioski:-) Krzycho ruszył w stronę chłopców, ale tym razem szedł spiesznym krokiem za nimi tak długo, aż dotarli do swoich chat. Widziałam w rozgrzanym, falującym powietrzu, jak małe, białe żagielki sunął do wioski.
Rafał łapie gumę za gumą. Na nocleg dojechaliśmy znów bez niego, wysyłając mu smsa z naszą pozycją. Dotarł wycieńczony dzisiejszym dniem, którego większość spędził łatając dętki w największym skwarze, bez odrobiny cienia. Bardzo mu współczuję!

GADEREF - ku granicy z Etiopią
30.01.2011

Wczoraj wreszcie dotarliśmy do Gaderefu. Do miasta wjechaliśmy późnym wieczorem. Wpierw nie zrobiło ono na mGADEREF - panoramanie dobrego wrażenia, czułam się nawet jakoś niepewnie. Po ulicach walało się mnóstwo śmieci i kręciły się wprost tłumy ludzi oraz kóz. Chcieliśmy wydostać się stamtąd jak najszybciej ale nie mogliśmy nigdzie znaleźć ani wody, ani jedzenia. Kierowani coraz to w inną stronę, wreszcie dotarliśmy na targ. Wszystkie stragany były opuszczone i pogrążone w całkowitych ciemnościach. Okazało się, że sprzedawcy są w meczecie na modłach. Kiedy mężczyźni wrócili, nagle mroczny bazar rozświetlił się dziesiątkami świec. Coś pięknego! Nagle zrobiło się bezpiecznie i przytulnie. Wycieńczeni spragnieni i głodni, kupiliśmy sobie po arbuzie i usiedliśmy w ciemnościach, patrząc na magicznie wyglądające w tym świetle stragany.
Na noc rozbiliśmy się na stacji policyjnej.
Z samego rana zwinęliśmy się z komisariatu i ruszyliśmy w poszukiwaniGaderefu wody, której wciąż jeszcze nie mieliśmy (policjanci mogli się z nami podzielić tylko odrobiną). Ponieważ wszystko jeszcze było zamknięte, udaliśmy się do szpitala. Był to świetny wybór! Nie dość, że nabraliśmy wody do pełna to jeszcze zrobiliśmy pranie i wzięliśmy prysznic z kubełka! Szpital sam w sobie był koszmarny. Zerowa higiena i straszne warunki. Nikomu nie życzę pobytu w takim przybytku!

Dziś, dopiero w świetle dziennym, zobaczyłam, gdzie my tak naprawdę jesteśmy. Trudno opisać zdumienie jakie mnie ogarnęło gdy okazało się, że całe miasto składa się z tysięcy SŁOMIANYCH CHAT pogrodzonych blaszanymi płotami! Coś NIESAMOWITEGO!!! Oprócz 2 ulic, na których znajduje się szpital i jakieś państwowe budynki, reszta jesUlice Gaderefut absolutnie bez wyjątku zabudowana okrągłymi chatami ze słomy, pomiędzy którymi jeżdżą po ubitych, piaskowych ulicach auta, busiki, motory i przechadzają się dziesiątki mężczyzn w białych galabijach oraz kobiet w kolorowych chustach.
Na wyjeździe naszym oczom ukazał się bardzo oryginalny skład budowlany. Coś w stylu naszego OBI:-) Na placu, na kilku stoiskach, mężczyźni handlowali krzywymi drągami, snopkami wyschniętej trzciny i wiązkami długich tyczek – czyli wszystkim co potrzebne do budowy domu w Gaderefie:-)

 

 

Załatwiwszy wszystkie sprawy, ruszyliśmy kierując się w stronę granicy z EZaczela sie sawanna i baobabytiopią. Pustynia ustąpiła miejsce kolczastym niskim krzakom i wysokim trawom. Pojawiły się baobaby. Pierwszy raz znaleźliśmy się na SAWANNIE:-) Teren zrobił się trochę pofałdowany. Przy drodze, nie wiedzieć czemu, co chwila mijaliśmy zdechłe, napęczniałe od upału krowy...
Skwar dawał nam się we znaki, więc znów na lunch schronienie znaleźliśmy w tunelu pod drogą. Na noc rozbiliśmy się na łące. Jutro po południu dotrzemy do granicy z Etiopią:-)

 
Slomiane chaty
Gaderef - sklad budowlany
Gaderef - ulice
Ciernie
Sawanna na granicy z Etiopia
Napeczniale krowy