SAN SALVADOR – ŻYCIE W WIĘZIENIU

Dodane dnia 2015.06.28 -- Zaktualizowano dnia 2015.06.29

Wpis dotyczy kraju: SALWADOR

Zobacz wszystkie wpisy Adeli z kraju: SALWADOR

 

27.09.2014, SAN SALVADOR – ŻYCIE W WIĘZIENIU

Od trzech dni jesteśmy w San Salvadorze, stolicy Salwadoru. Wyjątkowo nie przyjechaliśmy tu na rowerach a....autobusem z Hondurasu. Zdecydowaliśmy, że nie będziemy ryzykować dalszej jazdy przez Amerykę Centralną. Jak pisałam w poprzednim wpisie, nie czerpiemy żadnej przyjemności z dalszej jazdy przez ten region świata. Przemyśleliśmy to i po prostu szkoda nam ryzykować, skoro jeszcze tyle pięknych miejsc przed nami. Ta część Ameryki Środkowej to świat biedy, wojen, gangów i uciemiężenia, z czym nie chcemy się już dłużej mierzyć. Znamy wielu rowerzystów, którzy przejechali szczęśliwie te kraje (Gwatemala, Salvador, Honduras, Nikaragua), ale znamy też takich,  którym się nie powiodło.

Dom Very, zapalonej rowerzystki, u której się zatrzymaliśmy

Vera, miejscowa rowerzystka, u której się zatrzymaliśmy, od lat gości cyklistów  z całego świata, przemierzających te strony. Niestety poczęstowała nas tak okropnymi historiami innych rowerzystów z tego roku, jedynie z tego roku, że odechciewa się sprawdzać, czy akurat nam się uda przejechać bez problemów. Myśleliśmy, że najniebezpieczniejsze będą Honduras i Salvador. W Gwatemali chcieliśmy jechać już rowerami. Po opowieściach Very, nie jesteśmy pewni tego pomysłu. W Hondurasie jest największy na świecie odsetek "kobietobójstwa". A z kolei w Salvadorze przypada najwięcej na świecie nielegalnej broni na mieszkańca. Salvador opanowany jest też przez okrutne gangi, które nazywają się Las Maras. Vera mówiła, że Mary powstały na terenie USA, głównie w Los Angeles. Młodzi imigranci z Salvadoru byli prześladowani przez gangi afro-amerykańskie oraz meksykańskie. Założyli więc własny gang, który miał służyć od obrony. Bez znajomości języka, prześladowani w szkołach, bez perspektyw na przyszłość, zaczęli tworzyć swoje enklawy. Aby przetrwać na emigracji zaczęli walczyć o swoją pozycję na ulicy zajęli się  przestępczością. Deportowani z USA z powrotem do kraju, nie byli akceptowani przez swoje dawne otoczenie – bo nie byli już „swoi”. Przyjeżdżali wytatuowani, zamerykanizowani, inni. Często już po odsiadce w USA. Ludzie się ich bali, stronili od nich. Nie mając również żadnych perspektyw u siebie w kraju, zaczęli zbierać się w grupy przestępcze. Początkowo były to osiedlowe gangi, obecnie jest to zorganizowana grupa, która niemal rządzi krajem. Każdy, kto chce prowadzić jakiś biznes, musi Marom zapłacić haracz. Płacą wszyscy – od piekarni, butiku z majtkami, sklepikarza z warzywniaka, przez firmy przewozowe, po staruszki, które na rogu sprzedają mango na sztuki.

Płacą wszyscy. Nawet pani która lepi przed własnym domem papusy - placki z mąki kukurydzianej

Płacą wszyscy. Nawet panie, które zajmują się obnośnym handlem owocami.

Mary mają z haraczy pieniądze na zakup broni a w zamian otrzymuje się „opiekę” - czyli generalnie chodzi o to, że pozwalają spokojnie prowadzić handel, nie obrabują i nie rozkradną towaru. Mimo tej „zagwarantowanej opieki” i tak każdy, nawet najmniejszy sklepik ma na zewnątrz uzbrojonego strażnika, jest okratowany i towary wydaje się przez kraty.

Uzbrojony strażnik na rogu ulicy, strzeże dwóch warzywniaków

Domy mieszkalne mają również okratowane wszystkie okna i drzwi a na dachach i murach porozciągane są druty kolczaste. Wygląda to jak jakieś wojenne zasieki. Jak by tego było mało, ludzie z sąsiedztw organizują się i grodzą bramą wjazdy do uliczek, przy której dzień i noc czuwa uzbrojony strażnik. Wygląda to tak, że gdy idzie się główną ulicą to mija się po obu stronach bramę za bramą.

 

 

 

 

 

Gdyby nie to zabezpieczenie Mary rabowałyby samochody sprzed domów oraz urządzałyby w rezydencjonalnych uliczkach strzelaniny. Strażnik w naszej uliczce jest uzbrojony niekonwencjonalnie bo...w maczetę. Twierdzi, że stanie z karabinem nie jest bezpieczne ponieważ łatwiej można paść ofiarą napadu w celu zrabowania przez Mary posiadanej broni. Straszne! Czuję się w domu Very, jakbym żyła w dobrowolnym więzieniu. Wszędzie te kraty, druty, broń i strażnicy!

Nasz strażnik z maczetą

 

 

 

Uliczka, przy której mieszka Vera, zakończona murem. 

Pobyt w dobrowolnym więzieniu

Do tego jeszcze Vera zakazuje nam chodzić samodzielnie dalej niż od rogu do rogu głównej ulicy. Mówi, że Mary to bezwzględni bandyci, którzy nie rabują jak maczetniczy w Nikaragui, żeby zabrać i uciec, tylko zabierają i mordują. Aby zostać przyjętym do gangu, stawia są przed kandydatami różne zadania. Jednym z nich może być polecenie zamordowania kogoś. Tak sprawdza się lojalność wobec gangu oraz determinację do wstąpienia w jego szeregi.  Najłatwiej jest oczywiście zaatakować kobietę. Vera, 5 lat temu właśnie z rąk Maras straciła 20 letnia córkę. Zastrzelili ją w autobusie adepci Maras. Weszli na przystanku,  wycelowali w przypadkową osobę, oddali strzał w głowę i wyszli. To mógł być każdy z pasażerów, padło akurat na córkę Very...Drugą córkę Vera musiała wysłać do Meksyku. Mówi, że ludzie boją się codziennie o własne dzieci. Ucieka kto może – do samych Stanów wyemigrowała już jedna piąta populacji. Między innymi przez terror Mar w kraju nie ma żadnego przemysłu, dużego biznesu. Chłopi boją się uprawiać pola czy hodować zwierzęta – bo po co mieć kurę czy jajka skoro przyjdą bandyci i zabiorą? Ludzie żyją głównie z pieniędzy przysyłanych przez rodzinę na emigracji – bo każdy takową posiada. Do tego kraj wcale nie jest aż taki tani a walutą obowiązującą jest dolar amerykański. Vera mówiła, że Mary mają już taką władzę, że zaczynają chodzić pogłoski o tym, że chcą założyć oficjalną partię polityczną i przejąć władzę w kraju. Ich wpływy sięgają już Hondurasu i Gwatemali. Gdy byliśmy w Nikaragui w wiadomościach pokazywali schwytanych Maras, którzy próbowali dostać się do kraju. Szacuje się, że członków Maras w Salvadorze jest 30 000. Niektórzy twierdzą, że jest ich dwa razy więcej. Jest to plaga, która będzie próbowała siłą zająć całą Amerykę Środkową. Rząd próbuje zwalczać Mary przy pomocy mrocznego jak sama nazwa, szwadronu śmierci Sombra Negra czyli Czarny Cień. Szwadron morduje członków Mar w tak samo brutalny i bestialski sposób w jaki gangi zabijają swoich przeciwników. Ofiary szwadronu są torturowane, odcina się im kończyny, wycina genitalia, często odcina się im głowy. Na ciałach zabitych szwadron zostawia napisy w stylu „Ten idiota zdychał powoli” - ma to być przestrogą dla pozostałych członków Mar. To działanie „antyterrorystyczne” rządu. Nie wiem czy przynosi  pożądane efekty, czy powoduje raczej eskalację przemocy i nienawiści.

Ci, którzy w kraju zostali i próbują „normalnie” żyć, muszą znać dokładnie zasady – gdzie się chodzi, gdzie nie, o której godzinie trzeba  być już w domu itd. Jak pisałam Vera jest zapaloną rowerzystką. Mówi o sobie „Biciabuela” czyli rowerowa babcia. Mimo że jest już pod sześćdziesiątkę śmiga wszędzie po mieście na ostrym kole.

Vera testuje mój rower

Jej znajomi zaprosili nas na wypad rowerami oraz na pieszą wycieczkę po okolicznych górkach. Gdy dowiedzieliśmy się, że oba wypady odbywają się w obstawie uzbrojonej policji – zrezygnowaliśmy. Naprawdę to jest jak życie w kolonii penitencjarnej! Znajomi Very mówią, że innej opcji nie ma. Jeśli pojechaliby poza miasto rowerami sami, na pewno zostaną napadnięci. Obecność policji również całkowitym gwarantem bezpieczeństwa nie jest, ponieważ już dwa razy, mimo obstawy, zdarzyło im się, że zostali napadnięci przez co znaleźli się w strzelaninie pomiędzy policją a napastnikami. Gdy pytam się, po co w ogóle na tych rowerach jeżdżą, mówią że mimo wszystko starają się  „normalnie żyć.”

Afryka, która jawi się światu jako dzika i nieobliczalna kraina, w której życie ludzkie nie ma żadnej wagi, tak naprawdę była ostoją spokoju. Dopiero tutaj, poznaliśmy czym jest okrucieństwo i społeczna znieczulica oraz zastraszenie. Tu nikt nie pomoże, nawet jeśli coś się wydarzy w biały dzień. Nikt też nie zadzwoni na policję, która sama jest uwikłana w konszachty z gangami. Według miejscowych bezpiecznie jest tam, gdzie nie ma policji. Gdy pytałam, czy nie ma policji ponieważ dana strefa jest spokojna, odpowiadali - „nie, jest spokojna, ponieważ nie ma policji”, która sama śledzi  turystów i nasyła złodziei a potem się dzielą łupem. Przejechałam pól świata i nie łatwo mnie nastraszyć takimi opowieściami. Gdybyśmy słuchali "takich bajek" nie wjechalibyśmy do połowy państw, przez które przejechaliśmy szczęśliwie i z pięknymi wspomnieniami. Tym razem niestety, nie są to bajki, czy zwykły pech niektórych podróżników czy mieszkańców. Na szczęście okazuje się, że ambicja jazdy dookoła świata nie jest w stanie przesłonić mi jasności obrazu. Nigdy nie widziałam takiej nędzy materialnej jak i mentalnej, jak w tej części świata. Nie dziwne że rabują i są bezwzględni. Nie dziwne że są skorumpowani (policjant zarabia 70 dolarów miesięcznie!). Uciekniemy stąd autobusem chyba aż do Meksyku, który może w mediach nie cieszy się dobrą famą, ale dla rowerzystów jest miejscem względnie bezpiecznym. Nie słyszeliśmy o żadnym incydencie z  udziałem rowerzystów w Meksyku.

Może i dobrze ze nas napadli Ci maczetnicy w Nikaragui. Być może dzięki temu incydentowi, uniknęliśmy czegoś dużo gorszego. Gdyby nie ten napad, prawdopodobnie bym się nie dopytywała tak o bezpieczeństwo, nie zauważała spojrzeń zbirów spod ciemnej gwiazdy i wreszcie nie docierałaby do mnie w pełni skala zagrożenia. Teraz strach, który cały czas mnie jeszcze paraliżuje parę razy dziennie, być może stał się sprzymierzeńcem w podjęciu decyzji o tym aby wiać z Ameryki Środkowej. Za trzy dni mam wizytę w ambasadzie USA w sprawie wyrobienia nowej wizy, w miejsce skradzionej. Mam nadzieję, że mi ją wydadzą. Perspektywa Wigilii u rodziny w Dallas staje się coraz bliższa.

P.S. Jeśli ktoś chce zapoznać się z wyglądem członków Maras, odsyłam  do linku 

 

Komentarze

To jakiś koszmar! Dziękuje,

To jakiś koszmar! Dziękuje, że o tym piszesz. Nie miałam pojecia o istnieniu Maras. W jakim strasznym świecie żyją tamtejsi ludzie! Cieszę się, że stamtąd uciekilście. Trzymam za Was kciuki! Asia

tez rowerem przez srodkowa ameryke

Witajcie,
Czytam wasza relacje,widze ze duzo sie zmienilo,
Dzieki Bogu kiedy my podrozowalismy na rowerach przez srodkowa ameryke od meksyku az po paname i dalej,nie mielismy jakis jakis morderstw oprocz kradziezy itp, ale od roku 1998 duzo sie zmienilo, blogoslawienstw i opieki Bozej, 

Straszne. Ale ciekawe, że jak

Straszne. Ale ciekawe, że jak te bandziory sa tak wytatuowane, to nie jest łatwo ich znaleźć i odstrzelić? Rozumiem, że nie ma komu...