RPA - koniec afrykańskiej przygody.

Dodane dnia 2012.03.07 -- Zaktualizowano dnia 2014.04.16

Wpis dotyczy kraju: REPUBLIKA POLUDNIOWEJ AFRYKI

Zobacz wszystkie wpisy Adeli z kraju: REPUBLIKA POLUDNIOWEJ AFRYKI
07. 03. 2012, Kapsztad, RPA
Siedzimy na sakwach, jutro lecimy do Argentyny. Koniec afrykańskiej przygody. 15 miesięcy, które spędziliśmy na tym kontynencie zleciało niebywale szybko. Równie szybko minęły przepedałowane przez nas tysiące kilometrów. Co czuję? Dumę, radość, dreszcz emocji związany z czekającymi nowymi wyzwaniami? Nie, nic z tych rzeczy. Właściwie to czuję jakąś dziwną pustkę. Nie dociera chyba do mnie, że to koniec, że rzeczywiście przebyliśmy Czarny Ląd. Że wizja jeszcze niedawno tak odległa, właśnie się urzeczywistniła...
.Dzieciaki Tanazania
Przez wyjazdem z Polski towarzyszyły mi różne niepokoje, niepewność, mnóstwo pytań rodziło się w  mojej głowie. Wiele z moich obaw wynikło z tego, że zanim wyruszyłam, spotkałam się ze znajomymi, doświadczonymi podróżnikami, którzy byli już w Afryce. Ostrzegali, że czekają mnie problemy jakich sobie nie jestem w stanie wyobrazić. Że dla murzynów życie nie ma żadnej wartości, mogą więc mnie zamordować nawet za telefon komórkowy, oraz że rower jest dla nich wartością równą dorobkowi całego ich życia, więc gdy zobaczą bezbronnych Europejczyków, nie zawahają się nas obrabować a może też i przy okazji mnie zgwałcić. Znajomi podróżnicy mający doświadczenia z pustynią pytali, co zrobię jeśli utkniemy na odludziu i skończy nam się woda. Czy będę wolała podzielić się resztką ze współtowarzyszami, ryzykując, że wszyscy zginiemy z pragnienia, czy będę wolała jednak wodę zachować dla siebie i zagwarantować sobie przynajmniej przeżycie. Kolejny czarny scenariusz zakładał tę samą scenerię – czyli, że jesteśmy na pustyni, na odludziu i kończy nam się woda, ale do tego któryś kompan łamie sobie nogę. I teraz, czy będę go nieść na plecach w upale, sama słaniając się z pragnienia, czy też zostawię go na pastwę losu, ratując siebie. No i oczywiście ja sama miałam się zastanowić, czy moi kompani nieśliby mnie, czy też pozostawiliby jako zbędny ciężar.
Sudan, burza piaskowa
Znajomi mówili jeszcze o rasizmie i niechęci czarnych do białych oraz o agresji i nieobliczalności czarnych. Dostałam telefon do znawczyni Afryki, która odbyła już wiele podróży po tym kontynencie. Miałam nadzieje, że rozmowa z nią rozwieje czarne wizje i przywróci mi przygaszony trochę optymizm. W słuchawce usłyszałam jednak, że dzisiejsza Afryka to nie Afryka Nowaka. Że nie zdaję sobie sprawy na co się decyduję, i że pokonanie Afryki na rowerze to bardzo ryzykowny i właściwie nierealny pomysł. Rozmówczyni powiedziała, że wisiała już kilka razy nad przepaścią śmierci, z której za każdym razem cudem się wyratowała. Ostrzegała, że czają się na mnie pasożyty i choroby  jakich nie jestem sobie w stanie wyobrazić, że dystanse bez wody są ogromne, że w wielu miejscach z kranu leci słona woda, „na której zupkę lub makaron, sobie ugotujesz ale się nie napijesz”, że kierowcy jeżdżą jak wariaci i co najważniejsze, w wioskach nie jest już bezpiecznie. Że są napady, rozboje i morderstwa. Biały to łatwy łup, po który miejscowi nie zawahają się sięgnąć. Dowiedziałam się też, że nigdy nie będziemy sami, bo miejscowi będą nieustannie śledzić nasze ruchy. Ja ich nie będę widziała ale oni zza wydmy będą patrzeć gdzie się rozbijamy aby w nocy nas napaść. Ostatecznie rozmowa zakończyła się konkluzją, że powinnam raczej wybić sobie całą wyprawę z głowy bo „Afryka to nie Europa, Afryka to nie zabawa”. 
Mozambik, w asyście dzieci
W akcie rozpaczy zadzwoniłam do jeszcze jednego znajomego, który choć po Afryce nie podróżował, miał bardzo duże doświadczenie po paroletniej włóczędze po świecie. Ponieważ znajomy ten w swojej podróży nie miał żadnych problemów, miałam nadzieję, że chociaż on powie coś pozytywnego. Już pierwsze minuty rozmowy nie pozostawiły jednak złudzeń, że również i on nie podniesie mnie na duchu. Gdy dowiedział się, że jedziemy do Sudanu powiedział, że możemy zostać aresztowani za podejrzenie, że byliśmy wcześniej w Izraelu, i że możemy bardzo łatwo przepaść bez wieści. 
Po tych wszystkich rozmowach mój optymizm zgasł już zupełnie. Przecież skoro osoby z tak dużym doświadczeniem mówią mi takie rzeczy, to może rzeczywiście nie zdaję sobie sprawy z tego na co się piszę? Może rzeczywiście przejechanie Afryki na rowerze to głupi i nierealny pomysł, który powinnam wybić sobie z głowy?
Niebawem mająca rozpocząć się przygoda, wydawała się być pełna niebezpieczeństw i trudności. Coś mi jednak mówiło, że warto spróbować, że złe doświadczenia innych nie muszą być moimi. 
Spróbowałam i UDAŁO SIĘ! Zdrowa i nietknięta przebyłam część Bliskiego Wschodu od Turcji do Jordanii oraz całą Afrykę, od Egiptu do RPA.  Podobno jestem pierwszą kobietą z Polski, której udało się przebyć tą trasę na rowerze (?). 
RPA. Okrągłe liczby na liczniku
Siedzę teraz u znajomych w Kapsztadzie, słońce ma się ku zachodowi, przez okno widzę palmy i Górę Stołową. Afrykę mam już za sobą, patrzę wstecz i myślę sobie o całej pokonanej przez nas trasie, o całym wspaniałym czasie spędzonym na tym kontynencie.
Może wielu w to nie uwierzy, ale nie spotkały nas w Afryce żadne większe nieprzyjemności. Nie porąbano nas, nie zjedzono, nie okradziono, nie zgwałcono. Spotkaliśmy za to setki przewspaniałych, serdecznych i otwartych ludzi, którzy gościli nas bez wahania w swoich domach, i dzielili się tym co mieli, niezależnie czy mieli dużo czy mało. Spotkały nas tysiące cudownych przygód i zawarliśmy wiele przyjaźni. Opuszczam Afrykę w poczuciu, że zostaje za mną być może najlepszy czas tej podróży. 
Mozambik. Serdeczność
Oczywiście bywały momenty ciężkie np. kiedy dokuczał nam w Zimbabwe i Botswanie upał 48 st lub kiedy w Kenii, nad jeziorem Turkana, w podobnym upale pchaliśmy rowery przez tydzień po rozgrzanym piachu.
Kenia. Tydzień pchania rowerów po piachu
Czasem brakowało mi trochę sił i bokiem wychodziło jedzenie 10-ty dzień z rzędu ryżu z bananami lub manioku z pomidorami bo nic innego nie było. Czasem ciężko też było wytrzymać stałą obecność gapiów i brakowało mi prywatności. Ale nie były to jakieś wielkie niewygody, które powodowałyby chęć odwrotu, czy czyniły tę podróż nad wyraz ciężką. Najbardziej dały nam się we znaki dzieci w Etiopii, które rzucały w nas kamieniami, pluły i żebrały. Wiele razy poniosły mnie w tym kraju nerwy, ale żadna z sytuacji z dzieciakami, ani nie była niebezpieczna, ani mimo wszystko w tym co robiły nie było przemocy. Wielu rowerzystów śmieje się, że to takie „Welcome to Ethiopia:-)” Była to zwykła dziecinada, po trosze zabawa, po trosze lęk przed obcymi a przede wszystkim brak obycia oraz brak jakiejkolwiek edukacji.
Afryka, którą miałam okazję poznać, okazała się być bardzo przyjazna, przystępna i w dużym stopniu „cywilizowana” (czyt. zeuropeizowana). Przez większość trasy jechaliśmy po nowiuteńkim, chińskim asfalcie, którego wiele polskich miejscowości mogłoby pozazdrościć.
Etiopia, nowa, chińska droga
Poza obszarem Turkana na pograniczu Etiopii i Kenii, nigdy nie znikł nam sygnał telefonii komórkowej. W niemal każdej wiosce były pompy ze świeżą, pitną wodą. Do prądu i internetu mieliśmy dostęp średnio raz w tygodniu a na hasło malaria, w wielu miejscach ludzie tylko się śmiali i mówili albo, że o tej porze roku nie występuje, albo wręcz, że została w ich okolicy już wiele lat temu wyeradykowana. Podczas 15 miesięcy jazdy przez busz, małe wioski, miasteczka i wielkie metropolie, cały czas wyeksponowani byliśmy na bardzo intensywne kontakty z miejscową ludnością. Nigdy nie zostaliśmy zaatakowani (nie licząc niegroźnych acz denerwujących etiopskich dzieciaków), okradzeni, obrażeni, wplątani w niejasną sytuację. Nigdy nie spotkały nas nieprzyjemności ze strony policji czy wojska. Nigdy też nie mieliśmy żadnego problemu z przekraczaniem przejść granicznych. Nigdy nie zażądano od nas żadnej łapówki. Nigdy nie zabrakło nam jedzenia ani wody. Nie spotkały mnie żadne z zapowiadanych przez znajomych trudności.
Tanzania. Przejście graniczne z Mozambikiem
Wiele razy przemierzając Afrykę zastanawiałam się dlaczego tak bardzo mnie ostrzegali, można rzec, niemal straszyli? Czy można mieć aż tak odmienne wrażenia z tych samych miejsc? Czy aby na pewno mówiliśmy o tych samych miejscach? Możliwe, że miałam dużo szczęścia wybierając tą a nie inną trasę. Być może jadąc przez takie a nie inne kraje, nie poznałam drugiego, srogiego, oblicza Afryki.
Jedno jest pewne – nikt ze znajomych źle mi nie życzył! Znajomi, których pytałam o radę, chcieli dobrze, a że na podstawie swoich doświadczeń, taką mieli wizję Afryki, podróż mi odradzali. Dziękuję im za to, że poświęcili mi swój czas,  podzielili się swoją opinią oraz za to, że wciąż trzymają za nas kciuki i wspierają naszą wyprawę. 
Ważną nauką jaką wyniosłam z tej podróży jest to, że jeśli chce się coś zrobić, warto wysłuchać uważnie co inni mają do powiedzenia, ale należy pamiętać, że w drodze każdy ma inną karmę, inne doświadczenia i to, że komuś przytrafiło się coś nieprzyjemnego,  nie znaczy, że i mi się przytrafi. Obraz danego kraju budujemy na podstawie przeżytych zdarzeń oraz grupki ludzi, którą jest nam dane spotkać. Jednego napadną dwa razy i oszukają a inny w tym samym miejscu może spotka przyjaciela swojego życia i będzie miał cudowne wspomnienia. Drugą ważną nauką jest to, aby zasięgać informacji z najświeższych źródeł! Sytuacja w Afryce wschodniej zmieniała się na naszych oczach – niemal wszędzie widzieliśmy powstające nowe drogi, mosty i pompy z wodą. Chińskie prace posuwają się niesłychanie szybko, więc informacje dotyczące infrastruktury dezaktualizują się z miesiąca na miesiąc. To samo tyczy się konfliktów i chorób – inne informacje znajdziemy w prasie, a inne zdobędziemy od mieszkańców bądź ludzi, którzy dopiero co w danym regionie byli. Gdybyśmy przejmowali się tym co mówi nasza ambasada, słuchali mediów oraz pesymistów, nigdy nie wjechalibyśmy do Sudanu, w którym właśnie toczyło się referendum dotyczące podziału kraju. Nigdy też nie udalibyśmy się do Zimbabwe, w którym rzekomo szalała cholera, nie było pitnej wody a półki w sklepach według mediów świeciły pustkami. Gdybyśmy przejmowali się statystykami, nigdy też prawdopodobnie nie odważylibyśmy się na przejazd rowerami przez RPA. Sudan, Zimbabwe, RPA – państwa na czarnej liście, do których wjazd wielu odradzało, stały się naszymi ulubionymi krajami, w których spotkało nas samo dobro.
Przez ostatnie 15 miesięcy pokonaliśmy liczne rzeki, jeziora, pustynie, góry, dzikie ostępy pełne zwierzyny, spotkaliśmy liczne plemiona, przeżyliśmy tuziny przygód i wspaniałych chwil.
Zwierzaki
Kenia. Kobiety z plemienia Turkana
Kenia. Przeprawa przez rzekę
Etiopia. Z plemieniem Dassanech
Przebyta Afryka wydaje się oswojona i znana. Teraz mamy wsiąść w samolot i wylądować w jakiejś zupełnie obcej rzeczywistości. Jakoś sobie tego wszystkiego nie wyobrażam...A co dziwniejsze, czuję lęk przed przeskokiem na nowy kontynent...
Wszyscy mówią, że skoro pokonaliśmy Afrykę, będzie już tylko lepiej. Ale przecież źle nie było!
Mam głęboką świadomość tego, że podróż ta z pewnością nie odbyłaby się gdyby nie mnóstwo fantastycznych osób, które stanęły na mojej drodze. Dziękuję losowi za to, że mogłam spotkać Arka i Rafała, którzy wciągnęli mnie w wir tych szalonych przygód.  Bardzo, bardzo wdzięczna jestem Rafałowi za to, że zaprosił mnie do tej wspaniałej podróży, za wspólnie spędzony wspaniały czas,  za wsparcie w trudnych chwilach, za wszystkie nauki z zakresu budowy i naprawy roweru oraz za nasze wspólne śpiewanie, którego bardzo mi brakuje. Dzięki bracie!
Dziękuję wszystkim, którzy ruszyli z pomocą, kiedy na skutek kradzieży w Polsce, nasza podróż stanęła pod znakiem zapytania. 
Dziękuję Dobrochnie za doglądanie moich spraw w Polsce.
Dziękuję Michałowi i Paulinie, za stworzenie tej fantastycznej strony.
Dziękuję naszym rodzinom  i najbliższym przyjaciołom za to, że nas wspierają i tak dzielnie znoszą rozłąkę.
Dziękuję Krisowi za spotkanie pod figowcem, za to, że pojawił się moim życiu, i że jedzie ze mną na koniec Świata.
Pragnę też bardzo serdecznie podziękować następującym osobom:
Turcja – Mujde, Siper, Magda i Murat – za wsparcie podczas pobytu Arka w szpitalu. Maciek z Mersinu – za cudowną, wielokrotną gościnę. Serdar z Silifke – za dwukrotną gościnę i pomoc w koordynacji spotkania z Krzychem.
Cypr – Walery z Eleną – za dach nad głową przez cztery miesiące pobytu na tej wyspie. Dzięki Wam, mogliśmy zarobić i odłożyć na Afrykę! Gabryś – za gościnę, całą pomoc i wypady na „turecką stronę”. Tomaszek – za gościnę i pyszne naleśniki:-)
Liban – Marlene, Mario, Jessica wraz z rodziną – za gościnę i wspaniale spędzony czas.
Syria, Jordania – Josh – za wspólnie przepedałowane kilometry.
Egipt – Paweł Kantorski – za gościnę w Kairze. Sawuad – za schronienie przed eskortą policyjną, gościnę oraz wspaniały czas.
Sudan – Omer – za wspaniałą gościnę w Chartumie podczas mojej podróży sentymentalnej śladami mamy i dziadka. Simone i Daniel – za wspólnie przepedałowane kilometry. 
Etiopia – ambasada RP w Adis za przesłanie map Afryki
Kenia – Protas – za świetnie spędzony czas w Kitale, Maciek Czapliński – za porady dotyczące tras w Afryce i wysłanie nam części zapasowych. Ks. Francis – za gościnę w Nairobi, Kenneth Riungu wraz z rodziną – za uratowanie Rafała oraz pomoc w transporcie jego roweru, Elizabeth i Chris Brown – za uratowanie Rafała oraz za dach nad głową i cała opiekę jaką otoczyli nas w tych trudnych chwilach. Leszek – za pomoc i dach nad głową, gdy Rafał był w szpitalu. Ambasada RP, w Nairobi, a w szczególności Pan Piotr – za pomoc w zorganizowaniu ewakuacji lotniczej Rafała oraz zaangażowanie w całą sprawę. Maria Sapieha – za pomoc w ewakuacji lotniczej Rafała. Dr. Kahugu – za poskładanie Rafała oraz profesjonalną opiekę nad nim.
Tanzania – Sally i Shaun – za wspaniałą gościnę w Dar es Salaam. Siostra Karolina – za wspaniałe wakacje w Mtwara.
Zanzibar – Adam, Gaba, Łukasz i Ewa z Sunshine Hotel – za pyszne kawy i taras z internetem. Piotr, Rafał i Maciek – za wspólne lunche i ciekawe rozmowy.
Mozambik – Rodzina z Amoro – za goszczenie nas na swoim podwórzu gdy Krzycho przechodził malarię. Jan Radwan –  za serdeczne spotkanie, prezent w postaci nocy w hotelu gdy Krzych wychodził z malarii i pyszną kolację. Martin - za przygarnięcie nas z ulicy, nocleg i wspaniałą kolację.
Zimbabwe – Ks. Olivier z Marondery za dach nad głową, wspólny posiłek i inspirujące rozmowy. Ruth – za wspaniały czas i niezwykłą wrażliwość. Kevin – za długą gościnę, podczas której mogliśmy zregenerować siły. Annalise i Linda – za gościnę i schronienie przed lejącym się z nieba żarem w Bulawayo. Mandla – za wspaniałą wycieczkę po Bulawayo i townships. Ben Freeth – za pokazanie nam, że dobro zwycięża zło. Kirsten – za zaproszenie nas na genialne, niezapomniane safari w Mana Pools,  Państwo Grabowscy – za gościnę w Harare. Marek i Maciek  - za gościnę w Plumtree.
Botswana – Greg z rodziną – za przygarnięcie nas z ulicy, za gościnę i wspaniale spędzony czas. Mary Webb – za pokazanie nam piękna buszu, świata ptaków oraz za udostępnienie nam domowego azylu na 2 miesiące w Gaborone. Kerryn - za udostępnienie nam domowego azylu na 2 miesiące w Gaborone. Asia – za gościnę w Gaborone i wspólnie spędzone święta. Alisha i Molibi – za wspólnie spędzone święta oraz za bycie super sąsiadami. George Salomon – za pomoc w organizacji prezentacji w szkołach.
RPA – Polly – za gościnę w Mafikeng. Sonya i Daantjie – za przygarnięcie nas z ulicy i niezapomniane śniadanie zaserwowane do łóżka. Terry i Philip – za wspaniałą gościnę w Cape Town. Rodzina Michałowskich - za niezwykłą, wspaniałą gościnę w Cape Town. Za degustacje win, długie wieczory przy Tokaju, przepyszne kolacje i cudowną rodzinną atmosferę.
Nie sposób wymienić wszystkich, którzy przyczynili się do powodzenia tej podróży. Nie sposób wymienić wszystkich fantastycznych osób, które spotkaliśmy. Nie sposób nie docenić nie tylko wielkich ale i małych, drobnych gestów i uprzejmości, która spotykała nas każdego dnia, dlatego dziękuję wszystkim osobom, które stanęły na naszej drodze i świadomie bądź nieświadomie stały się częścią tej wspaniałej podróży. Wszystkim jeszcze raz WIELKIE DZIĘKI!
Pragnę też bardzo serdecznie podziękować następującym osobom:
Turcja – Mujde, Siper, Magda i Murat – za wsparcie podczas pobytu Arka w szpitalu. Maciek z Mersinu – za cudowną, wielokrotną gościnę. Serdar z Silifke – za dwukrotną gościnę i pomoc w koordynacji spotkania z Krzychem.
Cypr – Walery z Eleną – za dach nad głową przez cztery miesiące pobytu na tej wyspie. Dzięki Wam, mogliśmy zarobić i odłożyć na Afrykę! Gabryś – za gościnę, całą pomoc i wypady na „turecką stronę”. Tomaszek – za gościnę i pyszne naleśniki:-)
Liban – Marlene, Mario, Jessica wraz z rodziną – za gościnę i wspaniale spędzony czas.
Syria, Jordania – Josh – za wspólnie przepedałowane kilometry.
Egipt – Paweł Kantorski – za gościnę w Kairze. Sawuad – za schronienie przed eskortą policyjną, gościnę oraz wspaniały czas.
Sudan – Omer – za wspaniałą gościnę w Chartumie podczas mojej podróży sentymentalnej śladami mamy i dziadka. Simone i Daniel – za wspólnie przepedałowane kilometry. 
Etiopia – ambasada RP w Adis za przesłanie map Afryki
Kenia – Protas – za świetnie spędzony czas w Kitale, Maciek Czapliński – za porady dotyczące tras w Afryce i wysłanie nam części zapasowych. Ks. Francis – za gościnę w Nairobi, Kenneth Riungu wraz z rodziną – za uratowanie Rafała oraz pomoc w transporcie jego roweru, Elizabeth i Chris Brown – za uratowanie Rafała oraz za dach nad głową i cała opiekę jaką otoczyli nas w tych trudnych chwilach. Leszek – za pomoc i dach nad głową, gdy Rafał był w szpitalu. Ambasada RP, w Nairobi, a w szczególności Pan Piotr – za pomoc w zorganizowaniu ewakuacji lotniczej Rafała oraz zaangażowanie w całą sprawę. Maria Sapieha – za pomoc w ewakuacji lotniczej Rafała. Dr. Kahugu – za poskładanie Rafała oraz profesjonalną opiekę nad nim.
Tanzania – Sally i Shaun – za wspaniałą gościnę w Dar es Salaam. Siostra Karolina – za wspaniałe wakacje w Mtwara.
Zanzibar – Adam, Gaba, Łukasz i Ewa z Sunshine Hotel – za pyszne kawy i taras z internetem. Piotr, Rafał i Maciek – za wspólne lunche i ciekawe rozmowy.
Mozambik – Rodzina z Amoro – za goszczenie nas na swoim podwórzu gdy Krzycho przechodził malarię. Jan Radwan –  za serdeczne spotkanie, prezent w postaci nocy w hotelu gdy Krzych wychodził z malarii i pyszną kolację. Martin - za przygarnięcie nas z ulicy, nocleg i wspaniałą kolację.
Zimbabwe – Ks. Olivier z Marondery za dach nad głową, wspólny posiłek i inspirujące rozmowy. Ruth – za wspaniały czas i niezwykłą wrażliwość. Kevin – za długą gościnę, podczas której mogliśmy zregenerować siły. Annalise i Linda – za gościnę i schronienie przed lejącym się z nieba żarem w Bulawayo. Mandla – za wspaniałą wycieczkę po Bulawayo i townships. Ben Freeth – za pokazanie nam, że dobro zwycięża zło. Kirsten – za zaproszenie nas na genialne, niezapomniane safari w Mana Pools,  Państwo Grabowscy – za gościnę w Harare. Marek i Maciek  - za gościnę w Plumtree.
Botswana – Greg z rodziną – za przygarnięcie nas z ulicy, za gościnę i wspaniale spędzony czas. Mary Webb – za pokazanie nam piękna buszu, świata ptaków oraz za udostępnienie nam domowego azylu na 2 miesiące w Gaborone. Kerryn - za udostępnienie nam domowego azylu na 2 miesiące w Gaborone. Asia – za gościnę w Gaborone i wspólnie spędzone święta. Alisha i Molibi – za wspólnie spędzone święta oraz za bycie super sąsiadami. George Salomon – za pomoc w organizacji prezentacji w szkołach.
RPA – Polly – za gościnę w Mafikeng. Sonya i Daantjie – za przygarnięcie nas z ulicy i niezapomniane śniadanie zaserwowane do łóżka. Terry i Philip – za wspaniałą gościnę w Cape Town. Rodzina Michałowskich - za niezwykłą, wspaniałą gościnę w Cape Town. Za degustacje win, długie wieczory przy Tokaju, przepyszne kolacje i cudowną rodzinną atmosferę.
Nie sposób wymienić wszystkich, którzy przyczynili się do powodzenia tej podróży. Nie sposób wymienić wszystkich fantastycznych osób, które spotkaliśmy. Nie sposób nie docenić nie tylko wielkich ale i małych, drobnych gestów i uprzejmości, które spotykały nas każdego dnia, dlatego dziękuję wszystkim osobom, które stanęły na naszej drodze i świadomie bądź nieświadomie stały się częścią tej wspaniałej podróży. Wszystkim jeszcze raz WIELKIE DZIĘKI!
 
Etiopia. Plemię Dassanech
Sudan. Przez pustynię.
Etiopia
Etiopia
Etiopia
Egipt. Na wielbłądzim szlaku
Adela i Kris

Komentarze

Dzięki :)

Ada i Krzycho, to ja wam bardzo wiele zawdzięczam; niesamowitych chwil spędzonych razem w podróży! Waszej troski na codzień w szczególności gdy jedną nogą byłem na tamtym świecie po wypadku w Kenii! To przede wszystkim wam zawdzięczam to, że żyję. Chciałem wrócić jednak spowrotem do Kenii by podziękować pozostałym ludziom, którzy też bardzo wiele pomogli gdy walczyłem o życie, ale też przyznam, że bardzo było mi tęskno za powrotem do Afryki i Bogu dzięki jestem spowrotem w Nairobi i stąd będę kręcić dalej na południe na rowerze :) :) :) 

Powodzenia!

Rafalski:-) Powodzenia i szerokości! Gładkiego asfaltu, wiatru w plecy, większej ilości dodatków do ryżu niż tylko banany, przytomnych kierowców i samych radości:-)

dzięki

No to....więc i ja dziękuję wszystkim, którzy byli tak bardzo Wam pomocni !

A my dziękujemy Tobie za

A my dziękujemy Tobie za kawkę, śledzenie naszej wyprawy i trzymanie kciuków oraz Antosiowi za  kapitalne pytania:-)

Wszyscy którzy wędrują są żeglarzami

I ja starszy brat w wędrowaniu serdecznie wam gratuluje.Dziękuje za pamięć o Arku za uratowanie Rafała. Moich choć na krótko załogantów na jachcie "Sea Change".
Niech Was niosą marzenia a Bóg ma  w opiece.
Zbyszek Skowroński
 
 

Ja równierz dziękuję

Cudownie znaleźć się wśród tylu wspaniałych ludzi na liście podziękowań.
Pozdrawiamy z Norwegii. Michał i Anastazja :)

Aguzoq

d3d3LmJpa2V0aGV3b3JsZC5wbA## alexeqe-a.anchor.com [URL=http://alexeqe-u.com/]alexeqe-u.anchor.com[/URL] http://alexeqe-t.com/ http://alexeqe-t.com/ http://alexeqe-t.com/ http://alexeqe-t.com/ http://alexeqe-t.com/ http://alexeqe-t.com/ http://alexeqe-t.com/ http://alexeqe-t.com/ uraazf

Evipijuqonauxd

d3d3LmJpa2V0aGV3b3JsZC5wbA## izobero-a.anchor.com [URL=http://izobero-u.com/]izobero-u.anchor.com[/URL] http://izobero-t.com/ http://izobero-t.com/ http://izobero-t.com/ http://izobero-t.com/ http://izobero-t.com/ http://izobero-t.com/ http://izobero-t.com/ http://izobero-t.com/ ofxurnica