LIBAN

Dodane dnia 2010.11.22 -- Zaktualizowano dnia 2013.06.13

Wpis dotyczy kraju: LIBAN

Zobacz wszystkie wpisy Adeli z kraju: LIBAN

 

 

Na hasło Liban często pojawia się skojarzenie „Szwajcaria Bliskiego Wschodu”. Słysząc to spodziewaliśmy się, że kraj ten będzie swego rodzaju azylem, w którym odpoczniemy po nadmiarze wrażeń jakich doświadczył nam zaledwie siedmiodniowy pobyt w Syrii. Jakież ogarnęło nas zdumienie, gdy przekroczywszy granicę, wjechaliśmy do pierwszego libańskiego miasta – Tripoli. Rozglądaliśmy się skołowani, na próżno szukając jakichkolwiek śladów spodziewanej „Szwajcarii”. Miasto i jego okolice wyglądały tak samo, a nawet gorzej niż w Syrii. Był taki sam brud, hałas i rozgardiasz. Kierowcy jeszcze bardziej narwani (prawdziwi maniacy!!!), a wszechobecne wojsko i widoczne na każdym kroku zniszczenia wojenne wprawiały nas w ponury humor  i budziły niepokój.

Dwa dni później,  jadąc do Bejrutu, minęliśmy tunel znajdujący się pomiędzy Tripoli a Batroun. Nagle poraził nas blask czystości. Zrobiło się bogato i porządnie, jakbyśmy się teleportowali do jakiegoś uroczego, francuskiego miasteczka. Okazało się, że przekraczając tunel przekroczyliśmy zarazem magiczną, umowną linię oddzielająca dwa, diametralnie różne światy – chrześcijański i muzułmański. Znaleźliśmy się na terenach chrześcijan, opanowanych przez Maronitów. Dopiero w Batroun dowiedzieliśmy się, że Tripoli jest miastem muzułmańskim, i że ziemie Libanu są wyraźnie podzielone między zwolenników Mahometa i Chrystusa. Na obszarach chrześcijańskich odnosi się nieodparte wrażenie, że jest się gdzieś w Zachodniej Europie. Ludzie są bardzo bogaci, jeżdżą modnymi autami, pływają jachtami, noszą drogie ciuchy i  żyją w przepychu, prowadząc dość próżniacze i łatwe życie. Każdy dom, w którym byliśmy, ma służącą z Etiopii lub jakiegoś innego afrykańskiego kraju. W tej części Libanu nie widać ani śladu po wojnie. Wszystko jest bogate, czyste, kolorowe i tonie w kwiatach. Określenie Libanu „Szwajcarią Bliskiego Wschodu”  nie odzwierciedla  jednak rzeczywistego obrazu tego kraju. Bogatą „Szwajcarią” jest jedynie Bejrut i przylegające do niego chrześcijańskie tereny. Reszta kraju to zniszczone, zapuszczone ziemie z niewyedukowanymi, ubogimi muzułmanami. Z jednej strony obszary tzw. „Starego Libanu” – Bartoun, Byblos, Jounie, Harissa, Bcharre, Zahleh i Bejrut - frankofońskie części kraju,  w których rządzi pieniądz, panuje zachodni blichtr i szpan. Cukierkowa kraina wesołych miasteczek, lodów, cukrowej waty, pieniędzy i surowych rządów biskupów. Z drugiej zaś,  brudne i biedne muzułmańskie enklawy. Tripoli ze zgiełkiem miejskim, natężonym ruchem ulicznym, kurzem i fruwającymi śmieciami, czy Baalbak na ulicach, którego powiewają flagi Hezbollahu a z plakatów i  bilbordów patrzą groźnie znad karabinów bojownicy szyiccy.

Na szczęście Liban to nie tylko brudna polityka, waśnie, międzykulturowe, niesprawiedliwe podziały. Liban to też, a może i przede wszystkim, przepiękny kraj, ze wspaniałymi górami, udownym morzem, bajkowymi frankofońskimi miasteczkami i przyjaznymi, pomocnymi ludźmi.
W nadmorskich miasteczkach, za dnia relaksowaliśmy się na plażach, a wieczorami grą i śpiewem, zarabialiśmy z Rafałem na dalsze etapy podróży. Mielismy tez okazje dotknac śniegu w środku lata, zjechac gleboko pod ziemie oraz poznac mase wspanialych ludzi!!!! Nasza trzy tygodniowa podróż po Libanie zakończyła się w Bejrucie, z którego polecieliśmy na Cypr.