LIBAN

Dodane dnia 2010.11.23 -- Zaktualizowano dnia 2012.07.06

Czytaj blog Adeli  |  Czytaj blog Krisa z kraju LIBAN

 

 

LIBAN
06.10 – 25.06.10 – 595 km – 20 dni

Liban to dwa odseparowane od siebie światy - muzułmański i chrześcijański. Jeżeli jednak odsunie się na bok kwestie polityczne, można naprawdę nacieszyć się pięknem tej bajkowej krainy ze wspaniałymi górami, cudownym morzem, bajkowymi frankofońskimi miasteczkami i przyjaznymi, pomocnymi ludźmi. My mielismy okazje pobyczyc sie nad morzem, dotknac śniegu w środku lata, zjechac gleboko pod ziemie oraz poznac mase wspanialych ludzi!!!! Nasza trzy tygodniowa podróż po Libanie zakończyła się w Bejrucie, z którego polecieliśmy na Cypr.

RÓŻNICE KULTUROWE
Na obszarach chrzescijanskich kultura zachodnioeuropejska. W miastach muzułmańskich spotykały nas sytuacje podobne, jak w Syrii.

STEREOTYPY – FAKTY I MITY
“Liban jest bogatą, kwitnącą “Szwajcarią Bliskiego Wschodu.”
Jest to powszechnie promowany slogan, który,  nie do końca jest prawdziwy. Odnosi się bowiem jedynie do obszarów tzw. „Starego Libanu”  - czyli tych zamieszkałych przez Chrześcijan i nie odzwierciedla rzeczywistości całego kraju.

“Hezbollah to organizacja terrorystyczna.”
Jak większość Europejczyków, karmieni amerykańską propagandą, mieliśmy jednostronną wizję Hezbollahu jako typowej organizacji terrorystycznej. Dopiero w Libanie zrozumieliśmy, że sprawa wcale nie jest tak prosta, jakby się zdawało. Spotkaliśmy wielu Libańczyków, którzy szczerze nienawidzą Hezbollahu i obwiniają go o prowokowanie izraelskich nalotów. Ale spotkaliśmy też ludzi, którzy w Hezbollahu widzą wybawcę i stróża, chroniącego kraj przez zakusami Izraela. Trudno powiedzieć, kto ma rację. Nie nam to oceniać. Chcemy tylko pokazać i podkreślić, że negatywna rola tej organizacji w Libanie nie jest tak oczywista, jak się to przedstawia w europejskich mediach. Dowiedzieliśmy się też, że większość krajów UE mimo nacisków ze strony USA oraz Izraela, odmówiło uznania Hezbollahu za organizację terrorystyczną (sic!). Pozwolimy sobie zacytować angielską wersję Wikipedii:
“Na terenie Libanu Hezbollah (Partia Boga) zbudował swego rodzaju państwo w państwie, które znajduje się de facto poza kontrolą władz Libanu. Hezbollah zajmuje się ekstensywnym programem rozwoju socjalnego. Prowadzi przynajmniej cztery szpitale, 12 klinik, 12 szkół i dwa centra agro-gospodarcze. Pomoc medyczna organizowana przez Hezbollah jest tańsza niż w większości szpitali prywatnych w Libanie”

ZAGROŻENIA
Ogólnie bezpiecznie.
Uciążliwe były  częste kontrole wojskowe. Podczas jednej kontroli, oprócz tego, że przeszukiwano nasze sakwy, jeden z żołnierzy celował w nas z  odbezpieczonego karabinu. Po pewnym czasie przyzwyczailiśmy się i  poddawaliśmy się kontrolom ze spokojem.
Napięcie wisi w powietrzu. Przed wjazdem do Baalbek, byliśmy ostrzegani, ponieważ tego dnia na ulicach doszło do strzelaniny. Wyjaśniono nam, że to normalka i powinniśmy jedynie odczekać dzień, by zobaczyć jak się sytuacja rozwinie.
Należy uważać węże.

JĘZYK
Językami urzędowymi są arabski i francuski. Mieszkańcy chrześcijańskich miast oprócz tego, że swobodnie władają angielskim, często chętniej posługują się językiem francuskim niż arabskim, podkreślając swoją odrębność i przewagę nad mało wykształconą społecznością muzułmańską, w której możesz jedynie porozumieć się po arabsku.

PRZYGODY NA GRANICY CZYLI JAK ZDOBYĆ WIZĘ
Wizę otrzymaliśmy na granicy bezpłatnie, na 30 dni. Jednym z warunków otrzymania wizy jest zaproszenie bądź rezerwacja hotelu (tak naprawdę wystarczy podać jakąś nazwę hotelu. Nikt nie pyta o potwierdzenie rezerwacji). Jeśli zamierzasz zatrzymać się u znajomych, musisz podać numer telefonu, pod który celnicy mogą zadzwonić, by sprawdzić prawdziwość danych. Sytuacja pomiędzy Libanem a Izraelem jest napięta. Jeżeli posiadasz jakiekolwiek dowody wskazujące na to, że byłeś w Izraelu (wiza, bilet autobusowy zatrzymany na pamiątkę ukryty w kieszeni, bądź nosisz jarmułkę :-), to nie zostaniesz wpuszczony do Libanu.

NOCLEG
Generalnie nie ma problemów z noclegami na dziko. W pobliżu miast ciężko nam czasem było znaleźć miejsce poza zasięgiem strefy militarnej.

WODA
Kranówka jest niezdatna do picia. O wodę pitną pytaliśmy na stacjach benzynowych, których pracownicy mają baniaki z wodą.

DROGI/RUCH SAMOCHODOWY
W większych miastach, takich jak Tripoli albo Bejrut, ruch uliczny jest bardzo natężony. Wszyscy jeżdżą zgodnie z zasadą: „dobry kierowca nie hamuje”! Przy autostradzie prowadzącej do Bejrutu, przy poboczu (jak przy zwykłej drodze) znajdują się stacje benzynowe, sklepiki, piekarnie, warsztaty samochodowe, przystanki autobusowe, kawiarnie oraz centra handlowe. Jezdnia autostrady jest czteropasmowa, jednak kierowcy jadąc jeden przy drugim wygospodarowują sześć pasów. Dzięki temu dwa pierwsze służą do parkowania, zatrzymywania się i jazdy pod prąd. Kolejne cztery, do jazdy we właściwym kierunku. Co ciekawe, w tym szaleństwie musi być jakaś metoda, bo nigdy nie widzieliśmy nawet najmniejszej stłuczki. Drogi są w dobrym stanie i dobrze oznakowane (również alfabetem łacińskim).

TRASA
Do Libanu wjechaliśmy od północy, przez przejście Talkalakh. Stamtąd, wzdłuż wybrzeża, skierowaliśmy się na południe. Na naszej trasie leżały Tripoli, Bartoun,  Byblos (Jbeil) i Jounie. Z Jounie odbiliśmy na Harisę, w której zachęceni przez miejscowych postanowiliśmy ruszyć w góry, by zobaczyć sławetne libańskie cedry  oraz spróbować podboju najwyższego szczytu  Kurnat as-Sauda (3083m. n.p.m.) Ruszyliśmy więc z powrotem przez Jounie, Byblos i Batroun, kierując się na Chekkę a następnie na Bcharre. Minąwszy Rezerwat Cedrów (czyt. pięć cedrów na krzyż, reszta wycięta pod trasy narciarskie), dotarliśmy wreszcie do góry Kurnat as-Sauda. Ostatecznie śnieg i brak drogi dla rowerów, powstrzymały nas przed atakiem na sam szczyt, ale i tak udało nam się zdobyć przełęcz na 2680 m. n.p.m., co dla całej naszej trójki stanowi dotychczasowy rekord. Dotknęliśmy śniegu w środku lata, i patrząc na wszystko z góry, choć na chwilę mogliśmy znaleźć się ponad podziałami. Uwzniośleni pięknem gór, sfrunęliśmy niczym na skrzydłach w dół, do starożytnych ruin Baalbeku. Następnie udaliśmy się do Zahleh, skąd pojechaliśmy ponownie w góry by zobaczyć grotę Jeita. Nasza trzy tygodniowa podróż po Libanie zakończyła się w Bejrucie, z którego polecieliśmy na Cypr.

MAPY
Na "obszarach chrześcijańskich" bez problemu można odnaleźć informację turystyczną i zaopatrzyć się w niezłe mapy.

WALUTA
Walutą jest Funt Libański (LBP). Ponieważ funt jest słabą walutą, przedstawiamy kurs dla 1000 LBP.
1 EUR = 1850 LBP
1 US Dollar = 1 330 LBP
1 PLN = 474 LBP
(Październik 2010)

CENY
- Falafel w Tripoli - 1500 LBP
- Manoushi z zaatarem - 1000-1500 LBP
- Manoushi z serem i warzywami- 2000-2500 LBP
- Coca cola 1,5l - 1500 LBP
- Woda mineralna 2l - 1000 LBP
- Pomarańcze 1kg - 500-750 LBP
- Bananany1kg - 1000 LBP
- Shawarma w Bejrucie - 3500 LBP
- Pocztówka w Bejrucie - 750 LBP
- Znaczek do Europy - 1000LBP
Na "obszarach muzułmańskich" warto się targować. Ceny są przeważnie
widoczne, dobrze więc nauczyć się liczebników arabskich.

WYMIANA WALUTY
Ani w miastach muzułmańskich, ani w chrześcijańskich nie ma problemu z wymianą waluty. My nasze środki płatnicze kupiliśmy u cinkciarzy na granicy. Kurs był dobry. Pieniądze możesz wymienić również w bankach i hotelach.

BANKI/KARTY/BANKOMATY
W miastach muzułmańskich sprawa wygląda podobnie jak w Syrii. Lepiej mieć ze sobą gotówkę, bo płatności kartą możliwe są tylko w hotelach, restauracjach i większych sklepach. W miastach chrześcijańskich nie ma żadnego problemu z transakcjami kartą. Z bankomatów można wypłacać w dolarach, a sklepy przyjmują tę walutę.

INTERNET
W miastach chrześcijańskich nie ma problemu z Internetem.

SKLEPY ROWEROWE
Znaleźliśmy jeden w Bejrucie. Calkiem niezle zaopatrzony.

Czytaj blog Adeli  |  Czytaj blog Krisa z kraju LIBAN