KENIA

Dodane dnia 2011.02.23 -- Zaktualizowano dnia 2014.08.15

Czytaj blog Adeli  |  Czytaj blog Krisa z kraju KENIA

 

 

KENIA
13.03.2011 – 08.06.2011 – 88 Dni – 1970 Km
Kraj kojarzony w Europie głównie z parkami narodowymi, safari, Masajami i lwami. Dla nas Kenia to przede wszystkim kraj kontrastów – od suchych ostępów regionu Turkana, po bujną zieleń równikową. Od półnagich plemion Turkana, po bogate, nowoczesne życie mieszkańców Nairobi. Od dzieci wąchających klej i żebrzących pod sklepami, po uczniów bogatych, prywatnych szkół. Kenia to dla nas też fantastyczne zwierzęta, niesamowita przyroda, ciepli, sympatyczni ludzie oraz przepyszne, tanie jedzenie. Gdyby nie szaleni kierowcy byłby to istny raj dla rowerzystów, którzy mogą wypocząć po trudach zmagania się z etiopską młodzieżą. W Kenii nikt nie rzuci w podróżnego kamieniem. Biali nie wzbudzają też takiej sensacji wśród miejscowych jak w Etiopii. Na rowerzystę czeka szeroki uśmiech i głośne Karibu Kenya – czyli witaj w Kenii oraz Hakuna Matata czyli nie ma problemu.
 
RÓŻNICE KULTUROWE
Powitanie i formy grzecznościowe
Powitanie w Kenii czasem trwa bez końca. Z czasem zna się na pamięć kolejność formułek, które powtarzają się za każdym razem. 
- Jambo – Mambo
- Habari – Mzuri
- Poa – Poa poa.
- Safi – Safi sana
- Salama – Salama sana. 
Wszystko to w rytm niekończących się uścisków dłoni. Częste też jest to, że gdy wita się ludzi po angielsku  - „Hi!”, w odpowiedzi słyszy się od razu „I am fine”, zanim się jeszcze zapyta o to jak się rozmówca miewa. Najwyraźniej wylewni w suahili, gdy przychodzi do angielskiego, oszczędzają sobie i rozmówcy zbędnych formułek grzecznościowych. Przecież wiadomo, że Anglik się zawsze pyta „How are you”, no to już zawczasu powiem mu, że „fine”:-)
Sposób jedzenia 
Je się prawą ręką. W miastach coraz częściej można dostać sztućce. Jednak ugali – danie narodowe, w naszym odczucie, jedzone widelcem nigdy nie smakuje tak jak ręką.
Rytm życia
Mimo, że Kenia słynie z jednych z najszybszych biegaczy świata, rzadko można zobaczyć aby ktoś się w tym kraju spieszył. Trzeba się przygotować na to, że czas w Afryce płynie zupełnie inaczej niż w Europie. Denerwowanie się na opieszałość i pospieszanie ludzi nie ma sensu ponieważ powoduje jedynie opór i nie przynosi żadnego skutku.
Religia
Religia chrześcijańska choć dotarła do Kenii bardzo późno, odcisnęła się bardzo mocno na mentalności miejscowych. Wiele osób podczas konwersacji co chwila napomyka o Bogu i naukach Jezusa. Miejscowi noszą miniatury biblii, do której chętnie zaglądają. Głośne modlitwy przed posiłkiem, a także przed rozpoczęciem zajęć w szkole to norma kulturowa dla wielu Kenijczyków.  Msza to zjawisko, które warto zobaczyć. Niedzielna msza jest dla miejscowych atrakcją. Ludzie tańczą, śpiewają pięknie na głosy oraz przynoszą dary w postaci owoców, warzyw i zwierząt. Jeśli msza trwa krócej niż 3 godziny, wierni są zawiedzeni i rozczarowani.
Trzeba się przygotować na to, że będzie się pytanym o to, czy się jest chrześcijaninem. Odpowiedź, że jest się niewierzącym nie jest akceptowana. Ludzie na wsi nie mogą tego pojąć i od razu wyczuwa się rezerwę z ich strony.
W Kenii mnożą się liczne odłamy kościoła protestanckiego. Jadąc drogą trudno jest zliczyć tabliczki wskazujące kolejny kościół o finezyjnej nazwie. W parkach miejskich i przy drogach można zobaczyć ludzi modlących się w żarliwie, wydających z siebie ekstatyczne dźwięki, mówiących „językami”, tarzających się po ziemi, wymachujących rękami i wykrzykujących imię Jezusa. 
Na wybrzeżu przeważają Muzułmanie. Kąpiele w bikini poza resortami turystycznymi niewskazane.
 
STEREOTYPY – FAKTY I MITY
W Kenii lwy chodzą po ulicach miast.
Bzdura wyniesiona z filmów. W Kenii lwy są na wymarciu. Są zachipowane i każdy ich ruch kontrolowany jest GPS-em. Trzymane są w parkach narodowych, ogrodzonych w większości płotem pod napięciem. Opowieści miejscowych o groźnym simba czającym się w krzakach trzeba między bajki włożyć. Jadąc głównymi drogami, nie ma szansy na spotkanie lwa.
Kenia to dżungla i bujne lasy równikowe.
Niestety w Kenii pas równikowy jest gęsto zaludniony i po lasach deszczowych nie zostało już prawie ani śladu poza nielicznymi drzewami na zboczach Mount Kenia oraz słynnym lasem deszczowym Kakamega Forest, który liczy sobie...3 km szerokości.
W Kenii jest bardzo gorąco.
Kolejny mit dotyczący nie tylko Kenii ale i całej Afryki. W Kenii panuje dość przyjemny i całkiem znośny klimat. Gorąco i sucho jest tylko na północy kraju, który pokrywa półpustynia.
 
ZAGROŻENIA
Ogólnie w Kenii czuliśmy się bezpiecznie. Jest jednak parę rzeczy, na które warto uważać. Wypadki. Największym zagrożeniem dla rowerzystów są naprawdę nieobliczalni kierowcy, szczególnie minibusów zwanych matatu. Drogi są w fatalnym stanie. W wielu miejscach nie ma pobocza, a jeśli jest, to i tak jest używane przez kierowców jako dodatkowy pas ruchu. Kierowcy jeżdżą na zasadzie prawa większego/silniejszego. Oczywiste jest więc, że pieszy i rowerzysta są na końcu drabiny hierarchii. Miejscowi powiedzieli nam, że w niektórych matatu pomagier kierowcy zaopatrzony jest w bicz, którym chłoszcze przez okno „niesfornych” rowerzystów, którzy nie uciekli z pobocza na trawę – gdzie jest „ich miejsce”! Warto zaopatrzyć się w lusterko i kask. Naszemu kompanowi podróży kask uratował życie gdy potrącił go w Kenii TIR. 
Trzeba koniecznie sprawdzić, czy polisa ubezpieczeniowa, którą się posiada, pokrywa ewakuację lotniczą. Naszego przyjaciela przetransportowała helikopterem z miejsca wypadku do szpitala firma AAR. Warto znać namiary na tą firmę oraz numer alarmowy konsula polskiego w Nairobi. Nie dać się zabrać nigdzie indziej niż do prywatnego Nairobi Hospital, który prezentuje europejskie standardy.
Woda. My sterylizowaliśmy SteriPenem wodę w całej Kenii – tą do picia oraz do mycia warzyw i owoców. Nie polecamy kąpieli w żadnych akwenach wodnych (nawet jeśli pławią się w nich miejscowi). Można się nabawić bilharcjozy i innych świństw.
Malaria. Okolice jeziora Turkana i Wiktorii oraz Meru (głównie w porze deszczowej. W porze suchej nie ma problemu). Nairobi wolne jest od malarii. Nie stosowaliśmy profilaktyki. Nie zachorowaliśmy. W Kenii kupiliśmy bardzo skuteczny i bardzo tani środek Coartem (ok 1 PLN za opakowanie!). O jego skuteczności przekonaliśmy się później w Mozambiku gdy Kris złapał malarię.
Dzikie zwierzęta. Choć lwa spotkać jest niezmiernie trudno, w Kenii najwięcej zgonów rocznie związanych z kontaktem człowieka z naturą, wynika ze spotkań z hipopotamami. Ogólnie niebezpieczne zwierzęta pozamykane są w parkach ale nie wszędzie i nie zawsze. W niektórych rejonach należy zachować trochę przytomności. Potencjalnie niebezpieczne zwierzęta, z którymi my mieliśmy bardzo bliski kontakt to hieny i słonie. Nie należy zostawiać mięsa w i przy namiocie aby nie zapraszać hien a słonie  trzeba respektować i schodzić im z drogi. W wielu miejscach  spotkaliśmy też skorpiony i węże. Trzeba pamiętać o zamykaniu namiotu, nawet jak się wychodzi „na chwilkę”.
Miasta nocą. W Kenii nie szwendaliśmy się po miastach nocą. W Nairobi nie tylko biali ale i czarni nie wychodzą z domu po zmierzchu. Jeśli gdzieś się wybierają, to autem lub taksówką. Miasto w większości nie jest oświetlone. 
Dziury w drogach niewyobrażalnych rozmiarów oraz „zwalniacze” są zmorą i zagrożeniem dla rowerzystów. 
W Nairobi trzeba uważać na kieszonkowców. Kierowcy aut powinni zamykać drzwi podczas jazdy ponieważ często zdarzają się tricki „na pijaka” - czyli na światłach, gdy auto stoi, wychodzi „pijak”, który osuwa się po masce na ziemię. Naturalnym odruchem kierowcy jest wysiąść z samochodu aby sprawdzić czy człowiek nie leży mu pod kołami. Gdy tylko otworzy się drzwi, ma się w aucie towarzystwo, które oskubuje ze wszystkiego co się ma. Znany jest też trick „na rowerzystę”, który mijając auto potrąca lusterko. Kierowca otwiera szybę aby sobie lusterko poprawić i też natychmiast ma w środku towarzystwo. Nie piszemy tego aby kierowców straszyć ale poznaliśmy ludzi, którzy padli ofiarami takich praktyk i warto po prostu wiedzieć, że takie sytuacje mogą się zdarzyć. 
JĘZYK
Suahili. Angielski. Ludzie prawie w całej Kenii fantastycznie mówią po angielsku.
 
WIZA
My przekraczaliśmy granicę w Todonyang, na zachodnim brzegu jeziora Turkana. Jeśli chce się jechać tym przejściem, trzeba wizę załatwić zawczasu (nie wiemy, czy na innych przejściach lądowych też). My nasze wyrobiliśmy w Addis Abeba, w stolicy Etiopii. Do 3 dni oczekiwania, 25 dolarów, nie pamiętamy czy trzeba było dać zdjęcie czy nie. Wiza jest na 3 miesiące i zaczyna się w momencie jej wydania. Czyli jeśli dotrze się do Kenii po 4 tygodniach, teoretycznie można zostać już tylko 2 miesiące a nie 3. My poprosiliśmy urzędnika w Kisumu aby wbił nam pozwolenie na pobyt, na 3 miesiące od momentu wyjazdu z Etiopii. Udało się i dostaliśmy pozwolenie dłuższe niż to wpisane na wizie. Znajomym z kolei, nie udało się innego urzędnika na to namówić, czyli kwestia szczęścia chyba. Na przejściu w Todonyang nie ma odprawy. Pieczątkę wyjazdową dostaje się w ostatniej osadzie Etiopskiej - w Omorate, a następną wjazdową, w urzędzie imigracyjnym albo w Kisumu, albo w Nairobi. Wszyscy będą Wam mówić, że koniecznie trzeba wziąć busik do miejscowości aż pod granicą z Sudanem Południowym, aby tam dostać pieczątkę wjazdową do kraju. Nie jest to prawdą. Wszyscy rowerzyści, których znamy dostali pieczątkę wjazdową w Kisumu lub Nairobi – niezależnie ile czasu zajęło im dotarcie do tych miast. 
NOCLEG
Na północy, w okolicach jeziora Turkana oraz na południu, na ziemiach Masajów,  nie ma problemu z dzikim campingiem Na paśmie równikowym, bardzo gęste zaludnienie - problem ze znalezieniem wolnej przestrzeni. Często spaliśmy na terenie szkół i kościołów.
 
WODA
W hotelikach i lokalnych barach z kranu bądź z beczek. Wodę zawsze sterylizowaliśmy SteriPenem. Ogólnie poza regonem Turkana, nie mieliśmy problemu ze zdobyciem wody. 
 
JEDZENIE
Głównym daniem jest ugali – papka z mąki kukurydzianej (coś jak polenta) oraz chapati (płaskie, plackowate chlebki) z herbatą z mlekiem.
Dla wegetarian najdostępniejszą opcją jest ugali mboga (ugali z warzywami) – 30 - 60 Ksh, maharagwe (gotowana fasola z kukurydzą) - 10 - 50 Ksh i githeri (gotowana fasola ) – 5 - 10 Ksh.
Andazi – coś w rodzaju pączków – 5 - 10 Ksh
Chapati – 5 - 20 Ksh
Chai maziwa (herbata z mlekiem) – 5 - 20 Ksh.
Ugali je się prawą ręką, formując z niego kulki, w których robi się kciukiem wgniecenie i nabiera się do niego sos lub warzywa.
TRASA, DROGI, RUCH SAMOCHODOWY, TRUDNIEJSZE ODCINKI
Stan dróg w Kenii jest fatalny. Wiele odcinków to szutry rozjeżdżone przez busy i ciężarówki.  Asfalt często jest w stanie całkowitego zaniku. W miastach, nawet w Nairobi, jezdnie są podziurawione i nieoświetlone. Jedynie oznakowanie dróg jest dość wiarygodne.
Nasza trasa: Przejście graniczne Omorate - Tonyang – Kalakol – Lodwar – Lokichar – Chapareira – Kitale – Kisumu – Nakuru – Nairobi – Karatina – Nanyuki – Meru – Embu – Nairobi – Kajado – Namanga (granica z Tanznaią u podnóży Kilimanjaro)
Trudniejsze odcinki:
I.Zachodni brzeg Jeziora Turkana. Omorate (Etiopia) – Todoyang (posterunek graniczny - Kenia) – Lowarang – Kataboy – Kalakol
Bardzo trudny, półpustynny odcinek, na którym wielokrotnie musieliśmy pchać rowery po rozgrzanym, grząskim piachu a upał nie dawał wytchnienia. Wielokrotnie przekraczaliśmy suche koryta rzek, które w porze deszczowej wypełniają się po brzegi czyniąc drogę zupełnie nieprzejezdną. Przez większą część trasy podążaliśmy za śladami kół samochodów, parokrotnie jednak zgubiliśmy drogę kiedy ślady rozwidlały się w różnych kierunkach. Najtrudniej znaleźć drogę z Omorate do posterunku granicznego w Kenii. Później droga jest już łatwa do zauważenia. Ruch samochodowy znikomy. W Omorate trzeba przeprawić się łodzią rybacką przez rzekę. Most jest w konstrukcji. Targowanie się z „przewoźnikami” może zająć trochę czasu.
W Omorate trzeba zaopatrzyć się porządnie w jedzenie, tak aby starczyło go aż do Kalakol. Po drodze, w tubylczych wioskach niewiele można kupić, poza bardzo podstawowymi produktami. Z Omorate, do posterunku granicznego w Kenii jest ok 50 km. Dla nas był to odcinek morderczy. Polecamy rozpocząć go wczesnym rankiem. Od granicy z Kenią do Kalakol  jest 120 km. Cały odcinek półpustynny bez jakiejkolwiek nawierzchni liczy w sumie 170 km. Trasa, mimo trudów, warta jest przebycia ze względu na niezwykłe plemiona zamieszkujące te obszary. Warto dobrze się przygotować. Nam pokonanie zaledwie ok 170 km dzielących  Omorate i Kalakol zajęło 5 dni.
0   Km – kenijski posterunek graniczny (ok. 50 km od Omorate) - woda z beczek do sterylizacji.
10 Km – Todonyang – mała rybacka osada, misja, nie ma sklepów.
31 Km – Lowarang – pierwsza od Omorate wioska. Można kupić parę podstawowych produktów spożywczych oraz na misji katolickiej zaopatrzyć się w słodką wodę. Na misji tej zostaliśmy ugoszczeni na noc. Był tam nawet prysznic:-) 
68 Km – Lomekvui - wioska, szkoła i misja. Jest pompa z wodą ale może być zamknięta na kłódkę
77 Km – Osada i misja – Nie ma sklepów, nie wiemy czy jest woda zdatna do picia.
92 Km – Osada i misja - nie ma sklepów, nie wiemy czy jest woda zdatna do picia.
97 Km – Kataboy – wioska, woda, misja, mały sklep.
123 Km – Kalakol (Asfalt!)
II. Kalakol - Lodwar – Lokichar – 140 km
Z Kalakol do Lodwar prowadzi dziurawy asfalt.
Z Lodwar do Lokichar droga jest w fatalnym stanie – utwardzony grunt pełen dziur. Odcinek trudny głównie z powodu upałów, braku wody pomiędzy miasteczkami i powolnego tempa jazdy. 
III. Lokichar – Marich – Chapareira – Kapengura – Kitale. 
Sucho. Piaszczyste, dziurawe, utwardzone drogi. Asfalt zaczyna się po 136 km od Lokichar.
0   Km - Lokichar
34 Km - Kalemnoro
50 Km – Mała wioska (woda ze studni)
72 Km – Biuro parku narodowego (budynki, woda)
83 Km – Kainok
94 Km – Posterunek Policji
110 Km – Marich (początek dziurawego asfaltu)
119 Km – Mała wioska
131 Km – Ortum
136 Km – Pełnoasfaltowa droga
160 Km – Chapareria
167 – 174 Km – Stromy podjazd
180 Km – Kapangura
218 Km - Kitale
 
MAPY
W mapę należy zaopatrzyć się w Europie.
 
 WYMIANA WALUTY
Nie ma problemu z wymianą waluty – w każdym banku można wymienić Euro i Dolary. W dużych miastach są też biura wymiany. Nie płaci się prowizji. Banknoty dolarowe o wyższych nominałach są warte więcej niż te o niższych. Nie wymieniają Dolarów wyemitowanych przed 2003 rokiem. W Omorate, ostatniej osadzie w Etiopii, wymieniliśmy etiopskie Birry na kenijskie Szylingi w miejscowym sklepie spożywczym.
 
WALUTA
Walutą w jest Kenijski Shilling (KES)
1 Dolar – 82 Ksh
1 Euro – 112 Ksh
1 PLN – 26 Ksh
 
CENY
Chleb – 35 – 50 Ksh
Woda 1,5 – 70 – 80 Ksh
Ryż 1 kg – 80 – 120 Ksh
Mąka kukurydziana 1 kg – 35 – 50 Ksh
Mleko – 35 – 50 Ksh
Papaja szt. – 20 – 100 Ksh
Mango szt. – 5 – 15 Ksh
Banan szt. - 5 – 10 Ksh
Awokado szt – 5 – 40 Ksh
Pomidory 3 szt. – 20 Ksh
Pomarańcze 3szt. - 30 Ksh
Benzyna 1L – 100 Ksh oraz 150 Ksh w rejonie Turkana 
Pocztówka – 50 Ksh
Znaczek do Europy – 75 Ksh
Internet 1 min. - 1 Ksh
 
 BANKI / KARTY / BANKOMATY
W Kenii niemal każdy bank posiada bankomat obsługujący kartę Visa. My wypłaciliśmy pieniądze nawet w leżącym na półpustyni Lodwar. Kartą można płacić jedynie w większych miastach, w supermarketach i „zeuropeizowanych” knajpkach. Ogólnie dostęp do pieniędzy jest w Kenii łatwy. Najczęściej wypłacaliśmy gotówkę w oddziałach Barclaysa ponieważ w tym banku można było najwięcej pieniędzy wypłacić za jednym razem.
 
INTERNET
Dostęp do internetu w Kenii jest w każdym miasteczku. Przesył nie najgorszy. W większych miastach: 1 minuta = 1 Ksh
 
SKLEPY ROWEROWE
Sklep położony w dzielnicy Kerryn, oddalonej od centrum. Profesjonalnie zaopatrzony.
Rift Valley Bikes.
www.riftvalleyadventures.com
Tel. 00254 724 252 401 (Nick Miller, właściciel)
       00254 20 35 23 476

KENIA

13.03.2011 – 08.06.2011 – 88 Dni – 1970 Km

Kraj kojarzony w Europie głównie z parkami narodowymi, safari, Masajami i lwami. Dla nas Kenia to przede wszystkim kraj kontrastów – od suchych ostępów regionu Turkana, po bujną zieleń równikową. Od półnagich plemion Turkana, po bogate, nowoczesne życie mieszkańców Nairobi. Od dzieci wąchających klej i żebrzących pod sklepami, po uczniów bogatych, prywatnych szkół. Kenia to dla nas też fantastyczne zwierzęta, niesamowita przyroda, ciepli, sympatyczni ludzie oraz przepyszne, tanie jedzenie. Gdyby nie szaleni kierowcy byłby to istny raj dla rowerzystów, którzy mogą wypocząć po trudach zmagania się z etiopską młodzieżą. W Kenii nikt nie rzuci w podróżnego kamieniem. Biali nie wzbudzają też takiej sensacji wśród miejscowych jak w Etiopii. Na rowerzystę czeka szeroki uśmiech i głośne Karibu Kenya – czyli witaj w Kenii oraz Hakuna Matata czyli nie ma problemu.

 RÓŻNICE KULTUROWE
Powitanie i formy grzecznościowe
Powitanie w Kenii czasem trwa bez końca. Z czasem zna się na pamięć kolejność formułek, które powtarzają się za każdym razem. 

- Jambo – Mambo
- Habari – Mzuri
- Poa – Poa poa.
- Safi – Safi sana
- Salama – Salama sana. 

Wszystko to w rytm niekończących się uścisków dłoni. Częste też jest to, że gdy wita się ludzi po angielsku  - „Hi!”, w odpowiedzi słyszy się od razu „I am fine”, zanim się jeszcze zapyta o to jak się rozmówca miewa. Najwyraźniej wylewni w suahili, gdy przychodzi do angielskiego, oszczędzają sobie i rozmówcy zbędnych formułek grzecznościowych. Przecież wiadomo, że Anglik się zawsze pyta „How are you”, no to już zawczasu powiem mu, że „fine”:-)

Sposób jedzenia 
Je się prawą ręką. W miastach coraz częściej można dostać sztućce. Jednak ugali – danie narodowe, w naszym odczucie, jedzone widelcem nigdy nie smakuje tak jak ręką.

Rytm życia
Mimo, że Kenia słynie z jednych z najszybszych biegaczy świata, rzadko można zobaczyć aby ktoś się w tym kraju spieszył. Trzeba się przygotować na to, że czas w Afryce płynie zupełnie inaczej niż w Europie. Denerwowanie się na opieszałość i pospieszanie ludzi nie ma sensu ponieważ powoduje jedynie opór i nie przynosi żadnego skutku.

Religia
Religia chrześcijańska choć dotarła do Kenii bardzo późno, odcisnęła się bardzo mocno na mentalności miejscowych. Wiele osób podczas konwersacji co chwila napomyka o Bogu i naukach Jezusa. Miejscowi noszą miniatury biblii, do której chętnie zaglądają. Głośne modlitwy przed posiłkiem, a także przed rozpoczęciem zajęć w szkole to norma kulturowa dla wielu Kenijczyków.  Msza to zjawisko, które warto zobaczyć. Niedzielna msza jest dla miejscowych atrakcją. Ludzie tańczą, śpiewają pięknie na głosy oraz przynoszą dary w postaci owoców, warzyw i zwierząt. Jeśli msza trwa krócej niż 3 godziny, wierni są zawiedzeni i rozczarowani.

Trzeba się przygotować na to, że będzie się pytanym o to, czy się jest chrześcijaninem. Odpowiedź, że jest się niewierzącym nie jest akceptowana. Ludzie na wsi nie mogą tego pojąć i od razu wyczuwa się rezerwę z ich strony.

W Kenii mnożą się liczne odłamy kościoła protestanckiego. Jadąc drogą trudno jest zliczyć tabliczki wskazujące kolejny kościół o finezyjnej nazwie. W parkach miejskich i przy drogach można zobaczyć ludzi modlących się w żarliwie, wydających z siebie ekstatyczne dźwięki, mówiących „językami”, tarzających się po ziemi, wymachujących rękami i wykrzykujących imię Jezusa. 

Na wybrzeżu przeważają Muzułmanie. Kąpiele w bikini poza resortami turystycznymi niewskazane.

STEREOTYPY – FAKTY I MITY
W Kenii lwy chodzą po ulicach miast.
Bzdura wyniesiona z filmów. W Kenii lwy są na wymarciu. Są zachipowane i każdy ich ruch kontrolowany jest GPS-em. Trzymane są w parkach narodowych, ogrodzonych w większości płotem pod napięciem. Opowieści miejscowych o groźnym simba czającym się w krzakach trzeba między bajki włożyć. Jadąc głównymi drogami, nie ma szansy na spotkanie lwa.

Kenia to dżungla i bujne lasy równikowe.
Niestety w Kenii pas równikowy jest gęsto zaludniony i po lasach deszczowych nie zostało już prawie ani śladu poza nielicznymi drzewami na zboczach Mount Kenia oraz słynnym lasem deszczowym Kakamega Forest, który liczy sobie...3 km szerokości.

W Kenii jest bardzo gorąco.
Kolejny mit dotyczący nie tylko Kenii ale i całej Afryki. W Kenii panuje dość przyjemny i całkiem znośny klimat. Gorąco i sucho jest tylko na północy kraju, który pokrywa półpustynia.

 ZAGROŻENIA
Ogólnie w Kenii czuliśmy się bezpiecznie. Jest jednak parę rzeczy, na które warto uważać.
Wypadki. Największym zagrożeniem dla rowerzystów są naprawdę nieobliczalni kierowcy, szczególnie minibusów zwanych matatu. Drogi są w fatalnym stanie. W wielu miejscach nie ma pobocza, a jeśli jest, to i tak jest używane przez kierowców jako dodatkowy pas ruchu. Kierowcy jeżdżą na zasadzie prawa większego/silniejszego. Oczywiste jest więc, że pieszy i rowerzysta są na końcu drabiny hierarchii. Miejscowi powiedzieli nam, że w niektórych matatu pomagier kierowcy zaopatrzony jest w bicz, którym chłoszcze przez okno „niesfornych” rowerzystów, którzy nie uciekli z pobocza na trawę – gdzie jest „ich miejsce”! Warto zaopatrzyć się w lusterko i kask. Naszemu kompanowi podróży kask uratował życie gdy potrącił go w Kenii TIR. 

Trzeba koniecznie sprawdzić, czy polisa ubezpieczeniowa, którą się posiada, pokrywa ewakuację lotniczą. Naszego przyjaciela przetransportowała helikopterem z miejsca wypadku do szpitala firma AAR. Warto znać namiary na tą firmę oraz numer alarmowy konsula polskiego w Nairobi. Nie dać się zabrać nigdzie indziej niż do prywatnego Nairobi Hospital, który prezentuje europejskie standardy.

Woda. My sterylizowaliśmy SteriPenem wodę w całej Kenii – tą do picia oraz do mycia warzyw i owoców. Nie polecamy kąpieli w żadnych akwenach wodnych (nawet jeśli pławią się w nich miejscowi). Można się nabawić bilharcjozy i innych świństw.

Malaria. Okolice jeziora Turkana i Wiktorii oraz Meru (głównie w porze deszczowej. W porze suchej nie ma problemu). Nairobi wolne jest od malarii. Nie stosowaliśmy profilaktyki. Nie zachorowaliśmy. W Kenii kupiliśmy bardzo skuteczny i bardzo tani środek Coartem (ok 1 PLN za opakowanie!). O jego skuteczności przekonaliśmy się później w Mozambiku gdy Kris złapał malarię.

Dzikie zwierzęta. Choć lwa spotkać jest niezmiernie trudno, w Kenii najwięcej zgonów rocznie związanych z kontaktem człowieka z naturą, wynika ze spotkań z hipopotamami. Ogólnie niebezpieczne zwierzęta pozamykane są w parkach ale nie wszędzie i nie zawsze. W niektórych rejonach należy zachować trochę przytomności. Potencjalnie niebezpieczne zwierzęta, z którymi my mieliśmy bardzo bliski kontakt to hieny i słonie. Nie należy zostawiać mięsa w i przy namiocie aby nie zapraszać hien a słonie  trzeba respektować i schodzić im z drogi. W wielu miejscach  spotkaliśmy też skorpiony i węże. Trzeba pamiętać o zamykaniu namiotu, nawet jak się wychodzi „na chwilkę”.

Miasta nocą. W Kenii nie szwendaliśmy się po miastach nocą. W Nairobi nie tylko biali ale i czarni nie wychodzą z domu po zmierzchu. Jeśli gdzieś się wybierają, to autem lub taksówką. Miasto w większości nie jest oświetlone. 

Dziury w drogach niewyobrażalnych rozmiarów oraz „zwalniacze” są zmorą i zagrożeniem dla rowerzystów. 

W Nairobi trzeba uważać na kieszonkowców. Kierowcy aut powinni zamykać drzwi podczas jazdy ponieważ często zdarzają się tricki „na pijaka” - czyli na światłach, gdy auto stoi, wychodzi „pijak”, który osuwa się po masce na ziemię. Naturalnym odruchem kierowcy jest wysiąść z samochodu aby sprawdzić czy człowiek nie leży mu pod kołami. Gdy tylko otworzy się drzwi, ma się w aucie towarzystwo, które oskubuje ze wszystkiego co się ma. Znany jest też trick „na rowerzystę”, który mijając auto potrąca lusterko. Kierowca otwiera szybę aby sobie lusterko poprawić i też natychmiast ma w środku towarzystwo. Nie piszemy tego aby kierowców straszyć ale poznaliśmy ludzi, którzy padli ofiarami takich praktyk i warto po prostu wiedzieć, że takie sytuacje mogą się zdarzyć. 

JĘZYK
Suahili. Angielski. Ludzie prawie w całej Kenii fantastycznie mówią po angielsku.

 WIZA
My przekraczaliśmy granicę w Todonyang, na zachodnim brzegu jeziora Turkana. Jeśli chce się jechać tym przejściem, trzeba wizę załatwić zawczasu (nie wiemy, czy na innych przejściach lądowych też). My nasze wyrobiliśmy w Addis Abeba, w stolicy Etiopii. Do 3 dni oczekiwania, 25 dolarów, nie pamiętamy czy trzeba było dać zdjęcie czy nie. Wiza jest na 3 miesiące i zaczyna się w momencie jej wydania. Czyli jeśli dotrze się do Kenii po 4 tygodniach, teoretycznie można zostać już tylko 2 miesiące a nie 3. My poprosiliśmy urzędnika w Kisumu aby wbił nam pozwolenie na pobyt, na 3 miesiące od momentu wyjazdu z Etiopii. Udało się i dostaliśmy pozwolenie dłuższe niż to wpisane na wizie. Znajomym z kolei, nie udało się innego urzędnika na to namówić, czyli kwestia szczęścia chyba. Na przejściu w Todonyang nie ma odprawy. Pieczątkę wyjazdową dostaje się w ostatniej osadzie Etiopskiej - w Omorate, a następną wjazdową, w urzędzie imigracyjnym albo w Kisumu, albo w Nairobi. Wszyscy będą Wam mówić, że koniecznie trzeba wziąć busik do miejscowości aż pod granicą z Sudanem Południowym, aby tam dostać pieczątkę wjazdową do kraju. Nie jest to prawdą. Wszyscy rowerzyści, których znamy dostali pieczątkę wjazdową w Kisumu lub Nairobi – niezależnie ile czasu zajęło im dotarcie do tych miast. 

NOCLEG
Na północy, w okolicach jeziora Turkana oraz na południu, na ziemiach Masajów,  nie ma problemu z dzikim campingiem Na paśmie równikowym, bardzo gęste zaludnienie - problem ze znalezieniem wolnej przestrzeni. Często spaliśmy na terenie szkół i kościołów.

 WODA
W hotelikach i lokalnych barach z kranu bądź z beczek. Wodę zawsze sterylizowaliśmy SteriPenem. Ogólnie poza regonem Turkana, nie mieliśmy problemu ze zdobyciem wody. 

 JEDZENIE
Głównym daniem jest ugali – papka z mąki kukurydzianej (coś jak polenta) oraz chapati (płaskie, plackowate chlebki) z herbatą z mlekiem.

Dla wegetarian najdostępniejszą opcją jest ugali mboga (ugali z warzywami) – 30 - 60 Ksh, maharagwe (gotowana fasola z kukurydzą) - 10 - 50 Ksh i githeri (gotowana fasola ) – 5 - 10 Ksh.

Andazi – coś w rodzaju pączków – 5 - 10 Ksh
Chapati – 5 - 20 Ksh
Chai maziwa (herbata z mlekiem) – 5 - 20 Ksh.
Ugali je się prawą ręką, formując z niego kulki, w których robi się kciukiem wgniecenie i nabiera się do niego sos lub warzywa.

TRASA, DROGI, RUCH SAMOCHODOWY, TRUDNIEJSZE ODCINKI
Ruch lewostronny. Stan dróg w Kenii jest fatalny. Wiele odcinków to szutry rozjeżdżone przez busy i ciężarówki. Asfalt często jest w stanie całkowitego zaniku. W miastach, nawet w Nairobi, jezdnie są podziurawione i nieoświetlone. Jedynie oznakowanie dróg jest dość wiarygodne. Na głównych trasach i w dużych miastach bardzo niebezpieczni i nieobliczalni kierowcy!

Nasza trasa:
Przejście graniczne Omorate - Tonyang – Kalakol – Lodwar – Lokichar – Chapareira – Kitale – Kisumu – Nakuru – Nairobi – Karatina – Nanyuki – Meru – Embu – Nairobi – Kajiado – Namanga (granica z Tanznaią u podnóży Kilimanjaro)

Trudniejsze odcinki:
I. Zachodni brzeg Jeziora Turkana. Omorate (Etiopia) – Todoyang (posterunek graniczny - Kenia) – Lowarang – Kataboy – Kalakol
Bardzo trudny, półpustynny odcinek, na którym wielokrotnie musieliśmy pchać rowery po rozgrzanym, grząskim piachu a upał nie dawał wytchnienia. Wielokrotnie przekraczaliśmy suche koryta rzek, które w porze deszczowej wypełniają się po brzegi czyniąc drogę zupełnie nieprzejezdną. Przez większą część trasy podążaliśmy za śladami kół samochodów, parokrotnie jednak zgubiliśmy drogę kiedy ślady rozwidlały się w różnych kierunkach. Najtrudniej znaleźć drogę z Omorate do posterunku granicznego w Kenii. Później droga jest już łatwa do zauważenia. Ruch samochodowy znikomy. W Omorate trzeba przeprawić się łodzią rybacką przez rzekę. Most jest w konstrukcji. Targowanie się z „przewoźnikami” może zająć trochę czasu.

W Omorate trzeba zaopatrzyć się porządnie w jedzenie, tak aby starczyło go aż do Kalakol. Po drodze, w tubylczych wioskach niewiele można kupić, poza bardzo podstawowymi produktami. Z Omorate, do posterunku granicznego w Kenii jest ok 50 km. Dla nas był to odcinek morderczy. Polecamy rozpocząć go wczesnym rankiem. Od granicy z Kenią do Kalakol  jest 120 km. Cały odcinek półpustynny bez jakiejkolwiek nawierzchni liczy w sumie 170 km. Trasa, mimo trudów, warta jest przebycia ze względu na niezwykłe plemiona zamieszkujące te obszary. Warto dobrze się przygotować. Nam pokonanie zaledwie ok 170 km dzielących  Omorate i Kalakol zajęło 5 dni.

0   Km – kenijski posterunek graniczny (ok. 50 km od Omorate) - woda z beczek do sterylizacji.
10 Km – Todonyang – mała rybacka osada, misja, nie ma sklepów.
31 Km – Lowarang – pierwsza od Omorate wioska. Można kupić parę podstawowych produktów spożywczych oraz na misji katolickiej zaopatrzyć się w słodką wodę. Na misji tej zostaliśmy ugoszczeni na noc. Był tam nawet
prysznic:-) 
68 Km – Lomekvui - wioska, szkoła i misja. Jest pompa z wodą ale może być zamknięta na kłódkę
77 Km – Osada i misja – Nie ma sklepów, nie wiemy czy jest woda zdatna do picia.
92 Km – Osada i misja - nie ma sklepów, nie wiemy czy jest woda zdatna do picia.
97 Km – Kataboy – wioska, woda, misja, mały sklep.
123 Km – Kalakol (Asfalt!)

II. Kalakol - Lodwar – Lokichar – 140 km
Z Kalakol do Lodwar prowadzi dziurawy asfalt.

Z Lodwar do Lokichar droga jest w fatalnym stanie – utwardzony grunt pełen dziur. Odcinek trudny głównie z powodu upałów, braku wody pomiędzy miasteczkami i powolnego tempa jazdy. 

III. Lokichar – Marich – Chapareira – Kapengura – Kitale - 218 km
Sucho. Piaszczyste, dziurawe, utwardzone drogi. Asfalt zaczyna się po 136 km od Lokichar.

0   Km - Lokichar
34 Km - Kalemnoro
50 Km – Mała wioska (woda ze studni)
72 Km – Biuro parku narodowego (budynki, woda)
83 Km – Kainok
94 Km – Posterunek Policji
110 Km – Marich (początek dziurawego asfaltu)
119 Km – Mała wioska
131 Km – Ortum
136 Km – Pełnoasfaltowa droga
160 Km – Chapareria
167 – 174 Km – Stromy podjazd
180 Km – Kapangura
218 Km - Kitale

 MAPY
W mapę należy zaopatrzyć się w Europie.

 WYMIANA WALUTY
Nie ma problemu z wymianą waluty – w każdym banku można wymienić Euro i Dolary. W dużych miastach są też biura wymiany. Nie płaci się prowizji. Banknoty dolarowe o wyższych nominałach są warte więcej niż te o niższych. Nie wymieniają Dolarów wyemitowanych przed 2003 rokiem. W Omorate, ostatniej osadzie w Etiopii, wymieniliśmy etiopskie Birry na kenijskie Szylingi w miejscowym sklepie spożywczym.

WALUTA
Walutą w jest Kenijski Shilling (KES)

1 Dolar – 82 Ksh
1 Euro – 112 Ksh
1 PLN – 26 Ksh
(marzec - czerwiec 2011)

CENY
Chleb – 35 – 50 Ksh
Woda 1,5 – 70 – 80 Ksh
Ryż 1 kg – 80 – 120 Ksh
Mąka kukurydziana 1 kg – 35 – 50 Ksh
Mleko – 35 – 50 Ksh
Papaja szt. – 20 – 100 Ksh
Mango szt. – 5 – 15 Ksh
Banan szt. - 5 – 10 Ksh
Awokado szt – 5 – 40 Ksh
Pomidory 3 szt. – 20 Ksh
Pomarańcze 3szt. - 30 Ksh
Benzyna 1L – 100 Ksh oraz 150 Ksh w rejonie Turkana 
Pocztówka – 50 Ksh
Znaczek do Europy – 75 Ksh
Internet 1 min. - 1 Ksh

BANKI / KARTY / BANKOMATY
W Kenii niemal każdy bank posiada bankomat obsługujący kartę Visa. My wypłaciliśmy pieniądze nawet w leżącym na półpustyni Lodwar. Kartą można płacić jedynie w większych miastach, w supermarketach i „zeuropeizowanych” knajpkach. Ogólnie dostęp do pieniędzy jest w Kenii łatwy. Najczęściej wypłacaliśmy gotówkę w oddziałach Barclaysa ponieważ w tym banku można było najwięcej pieniędzy wypłacić za jednym razem.

INTERNET
Dostęp do internetu w Kenii jest w każdym miasteczku. Przesył nie najgorszy. W większych miastach: 1 minuta = 1 Ksh

SKLEPY ROWEROWE
Sklep położony w dzielnicy Kerryn, oddalonej od centrum. Profesjonalnie zaopatrzony.

Rift Valley Bikes.
www.riftvalleyadventures.com
Tel. 00254 724 252 401 (Nick Miller, właściciel)
       00254 20 35 23 476

 

Czytaj blog Adeli  |  Czytaj blog Krisa z kraju KENIA