JODRANIA 21.11.2010 - PUSTYNIA i AQUABA

Dodane dnia 2010.11.28 -- Zaktualizowano dnia 2013.06.13

Wpis dotyczy kraju: JORDANIA

Zobacz wszystkie wpisy Adeli z kraju: JORDANIA

17.11.2010 DZIEŃ X
PIERWSZE, NAPRAWDĘ SERDECZNE SPOTKANIE

Dziś, po 3 dniowym przestoju, wreszcie opuściliśmy Petrę, kierując się na Aquabę. Ponieważ  święto Id nadal trwa, Allahjadący w odwiedziny do krewnych Jordańczycy byli wystrojeni i wypachnieni, a przesiadujące na drogowych barierkach dzieci, dziś jakoś wyjątkowo nie miały nastroju na rzucanie w nas kamieniami. Choć prawie cały czas pod górę, jechało nam się bardzo przyjemnie, a roztaczające się widoki na Petrę były bardzo piękne. Krajobraz po raz kolejny zmienił się, tym razem na bardziej skalisty. Pojawiły się pierwsze znaki drogowe ostrzegające przed przekraczającymi drogę wielbłądami.
Wieczorem gdy dotarliśmy do przełęczy na 1700 m n.p.m, naszym oczom ukazał się przepiękny widok! Wyglądało to jak zstąpienie Allaha na Ziemię, który stał i nauczał wsłuchanego wiernego. Jako że podążaliśmy dziś Traktem Królewskim (Kings Way), na szczycie JORD ADEznajdowała się książęca rezydencja. U bram tejże rezydencji spotkaliśmy przemiłego strażnika książęcych włości. Pozwolił nam rozbić się nieopodal, zaproponował koce, jako że noc była bardzo zimna, dał nam pitną wodę, a gdy już wybraliśmy miejsce na obóz, przyszedł do nas z czajnikiem ziołowej herbatki – beduins tea. O dziwo nasz nowy znajomy na koniec nie zażądał tradycyjnej opłaty w postaci wychwalania jego kraju ani jego rodaków. Siedzieliśmy razem na skale, urzeczeni widokiem na rozległe przestrzenia, popijaliśmy herbatę i gaworzyliśmy z tym miłym człowiekiem po migo-arabsku:-)

18.11.2010 DZIEŃ XI
PUSTYNIA

Przemiły strażnik rano zaprosił nas do siebie na kolejną porcję beduińskiej herbatki. Było to wspaniały początek JORD ADEwspaniałego dnia:-)! Po długich pożegnaniach (normalka w świecie arabskim:-) ,  ruszyliśmy na zachód, znów kierując się do doliny Morza Martwego. Zjazd był tak malowniczy, że Rafał zainstalował statyw na ramie i filmował większą część krętej drogi. Nagle nasze rozmowy ucichły a pośród ciszy dał się słyszeć tylko odgłos naszych hamulców. Wyjechaliśmy zza zakrętu i nagle.....znaleźliśmy się na PUSTYNI!!!! Chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć jaką mieliśmy radochę z tego powodu! Pierwszy raz w życiu na pustyni!!!! Jak oszalali lataliśmy z aparatami i robiliśmy po 10 ujęć tej samej wydmy! Najbardziej zdumiała nas feeria barw i to, że pustynia to nie tylko wielkie wydmy i sam piach (jak to najczęściej pokazują w telewizji) ale też skaliste góry. No i oczywiście pustkowie, gdzieniegdzie zasiedlone przez beduinów z całym ich  dobytkiem, czyli jedną jurtą, jednym wielbłądem, dwoma beczkami na wodę i terenowym pick-upem. Ponieważ wciąż zjeżdżaliśmy do Morza, z półek skalnych roztaczały się wspaniałe widoki na kilkadziesiąt kilometrów absolutnego pustynno-skalnego pustkowia! Nie byliśmy przygotowani na to, że nagle znajdziemy się w takich warunkach. Nie mieliśmy więc ze sobą odpowiedniego zapasu wody. Na szczęście zatrzymało się po drodze auto z Francuzami, którzy poratowali nas trochę.

Na lunch zatrzymaliśmy się pod jedynym wypatrzonym w okolicy drzewem. Ciernista akacja nie dawała wiele cienia, ale my byliśmy zachwyceni – pierwszy lunch na pustyni:-))) Po pewnej chwili zorientowaliśmy się, że jesteśmy obserwowani. Zza krzaków uważnie przyglądała nam się trójka małych chłopców. Z czasem, krzak za krzakiem, zbliżyli się do nas nieśmiało. Po chwili dzieci znikły, po czym pojawiły się znów niosąc w koszulkach...pomidory dla nas! Skąd na pustyni pomidory? Chłopcy po pewnym czasie się ośmieli bardziej, wyjęli swoją procę i urządzili nam lekcję jej profesjonalnej obsługi:-) Odjeżdżając, nauczeni wcześniejszymi doświadczeniami,  obawialiśmy się, że ta przyjazna relacja zostanie zaburzona żądaniami pieniędzy. Na szczęście okazało się, że te przemiłe dzieci pustyni nie miały nic wspólnego z rozpasanymi bachorami z miasteczek. Ruszyliśmy dalej uskrzydleni tym spotkaniem:-)  Zastanawiałam się jeszcze długo nad tym co robią te dzieci na co dzień? Czy chodzą do szkoły? Jak się bawią? Czy mają kolegów? W okolicy przecież nie było nic!

Pod wieczór dotarliśmy do drogi głównej i skierowaliśmy się na południe. Piaszczysta pustynia zaczęła się na dobre. Pierwszy raz w życiu zobaczyłam przysypany piachem szkielet wielbłąda. Ponieważ Krzycho złapał gumę, a słońce zaczęło skłaniać się ku horyzontowi, odbiliśmy na nocleg kilkadziesiąt metrów od drogi i rozbiliśmy się za wydmą. Znów radość wielka – pierwszy zachód słońca na pustyni! Pierwszy nocleg na pustyni! Choć noc była dość chłodna, nie rozłożyliśmy tropika, aby móc w pełni cieszyć się rozgwieżdżonym niebem. Jeszcze długo leżałam wpatrzona w pustynną  noc.

19.11.2010 DZIEŃ XII
AQUABA

Dalej kierując się na Aquabe, jechaliśmy przez pustynię a następnie wzdłuż granicy z Izraelem. Byliśmy tak blisko, że widać było miasta, domy ulice i sunące po nich samochody! Byliśmy zauroczeni!
Sama Aquaba bardzo nas zaskoczyła. Okazało się, że jest to luksusowy nadmorski kurort, w niczym nie przypominający reszty, dość biednego kraju! To wizytówka, która ma mamić turystów. Wszędzie rozbrzmiewa muzyka z licznych dyskotek i klubów. Centrum miasta zajęte jest przez wujka McDonalda i Pizze Hut, oraz liczne sklepy sportowe. Ceny w kawiarniach niczym nie różnią się od londyńskich. Ulicami przechadzają się wystrojone jordańskie pary przemieszane z turystami. W tym wszystkim jest jednak miejscowy smaczek – pośród sztucznego blichtru, co chwilę widać pędzącego szaleńczym galopem chłopca, biczem gnającego swego rumaka, bądź beduina cicho sunącego pośród kawiarnianych stolików na swym wielbłądzie.

21.11.2010 DZIEŃ XIV
ZDERZENIE KULTUR
  - PALESTYŃSKA JORDANIA?
Zderzenie kultur – wg. Wikipedii to "stosunki kulturowe, które zawiązują się między dwiema kulturami na skutek ich zetknięcia się w sposób bezpośredni lub pośredni. Do takich interakcji dochodzi w obszarach stykowych pogranicza dwóch kultur bądź na skutek migracji przedstawicieli danej kultury. Zderzenie dwóch odmiennych kultur może wywołać tzw. szok kulturowy. Sprzeczności wartości reprezentowanych przez obie grupy może doprowadzić do konfliktu między nimi." Ale mam już dość tutejszej kultury, a właściwie jej braku! Naprawdę najtrudniejsi ludzie jakich kiedykolwiek spotkaliśmy!!!! Nigdy, ani podczas licznych podróży po Europie, ani podczas tej podróży rowerowej, nie spotkaliśmy się a takim brakiem szacunku, naciągactwem, krętactwem i agresją.
Wczoraj przytrafił nam się niemiły incydent, który przelał chyba czarę goryczy. Wyjeżdżaliśmy wieczorem z miasta długim podjazdem. Jechaliśmy więc bardzo powoli. W pewnym momencie jakiś gościu około trzydziestki, bez butów, przeleciał na naszą stronę ulicy. Podbiegł do mnie od tyłu i bez żadnego powodu ani ostrzeżenia zdzielił mnie pięścią w głowę. Następnego strzała dostał Rafał, który mimo że jechał za mną i widział cała sytuację, z osłupienia nie zdążył zareagować. Następnie gościu zaczął coś krzyczeć i rzucać w nas kamieniami. Jak widać warto mieć w Jordanii kask na głowie, bo strzał był na tyle silny, że jeszcze przez ponad godzinę nie słyszałam na ucho, w które dostałam. Jordania jest pierwszym krajem, w którym notorycznie doświadczaliśmy aktów przemocy.
Mieszkańcy Jordanii zdają się być dużo bardziej konserwatywni od Syryjczyków. Był to pierwszy kraj muzułmański, w którym nie czułam się komfortowo jadąc w krótkich spodenkach kolarskich (wbrew utartym stereotypom, w pozostałych krajach nie było z tym żadnego problemu). Prawie całą drogę przejechałam w luźnych długich spodniach. W Aquabie, która zdaje się być bardzo zeuropeizowana, zostaliśmy skarceni przez przechodnia za to, że szliśmy z Krzychem za rękę - „not good, not good!”
Do tej pory podpisywaliśmy się obiema rękami pod stwierdzeniem, że mieszkańcy Bliskiego Wschodu gościnność mają we krwi. Ta obiegowa opinia sprawdzała się w 100% dopóki nie dotarliśmy do Jordanii. W Turcji, Syrii i Libanie doświadczaliśmy gościnności wprost niewyobrażalnej dla Europejczyka. Codziennie byliśmy bezinteresownie częstowani kawą, herbatą, zapraszani do stołu lub nawet na nocleg. Czasem gościnność ta była tak wielka, że aż nas przytłaczała. W Jordanii niestety takie sytuacje prawie w ogóle nie miały miejsca. A jeżeli już coś takiego się zdarzyło, zaraz padały pytania: „Jak ci się podoba w Jordanii? Lubisz Jordanię? Prawda, że Jordańczycy to mili ludzie?” Trudno w takich okolicznościach delektować się smakiem herbatki i docenić fakt, że się zostało na nią zaproszonym, jeżeli uświadamia się sobie, że w tym kraju nie ma nic za darmo. Ceną bowiem w takiej sytuacji jest to, że trzeba się uśmiechać i przyznawać, że Jordania jest miłym krajem a Jordańczycy miłymi ludźmi.
Jest tylko jedno „ale”, w całej tej sprawie. Przeczytaliśmy w Wikipedii, że „Największym problemem współczesnej Jordanii jest wciąż trwający konflikt polityczny między ludnością autochtoniczną (Beduinami) i napływowymi Palestyńczykami, którzy stanowią około 60% ludności tego kraju (część ma jordańskie obywatelstwo, a część to uchodźcy).”
Powstaje teraz pytanie – czy ludźmi, którzy budują tak niekorzystny wizerunek kraju są Jordańczycy? Palestyńczycy? Czy może Palestyńscy Jordańczycy?