EGIPT 26.11.2010 - DAHAB. NA WIELBŁĄDZIM SZLAKU.

Dodane dnia 2010.12.01 -- Zaktualizowano dnia 2013.06.13

Wpis dotyczy kraju: EGIPT

Zobacz wszystkie wpisy Adeli z kraju: EGIPT

PROM AQUABA – NWEBE
Dopłyneliśmy do Egiptu. Jesteśmy na Synaju w miejscowości Dahab. Dostaliśmy się tu w dość nietypowych Z SASIADAMI NA KOLANACHokolicznościach.... Nieopatrznie zdecydowaliśmy się na popłynięcie tańszym, nocnym promem z Aquaby. W porcie okazało się, że na ten sam prom zjechało się kilkanaście autokarów pełnych Arabów wracających z Mekki. Widowisko było niesamowite – setki umęczonych wielogodzinną drogą ludzi z całego świata arabskiego. Byli i Egicjanie i Tunezyjczycy i Algierczycy i Libijczycyna promie i Marokańczycy i Sudańczycy i wiele, wiele, innych nacji. Dziesiątki różnych rysów, strojów, dialektów i narzeczy. A w tm wszystkim my – jedyne białasy:-) Jako, że śmiglęliśmy na naszych rowerach, przed innymi,  na pokład dostaliśmy się jako pierwsi. Ktoś z obsługi wskazał nam zamkniętą kantynę jako najlepsze miejsce, w którym możemy się „skryć”. Było tam pusto i przyjemnie. Rozłożyliśmy się na kanapach i wykładzinie. Po paru godzinach obudził mnie niesamowity tupot setek nóg. Okazało się, że jest już 4 nad ranem (4 godziny po planowanym wypłynięciu), a my wciąż stoimy w porcie. Ludzie dopiero skończyli wchodzić na pokład i zupełnie nie mają gdzie się zmieścić. Zostali więc również wKRZYCHO NA KAPITANSKIM MOSTKUpuszczeni do zamkniętej kantyny. Tłum dość szybko się zainstalował na podłodze. Wszyscy poszli spać. Gdy zbudziłam się następnym razem, zorientowałam się, że jest nas jeszcze więcej, że jakiś pan śpi na nogach Krzycha przykryty częściowo naszym śpiworem:-) Choć warunki były niezmiernie trudne, Ci jchoć już tak zmęczeni ludzie, wciąż zachwywali pogodę ducha i arabską serdeczność. Nasi sąsiedzi dzielili się z nami wodą, owocami i ciastkami.

Nad ranem mieliśmy szczęście z Krzychem ponieważ kapitan zaprosił nas na mostek abyśmy resztę podróży mogli odbyć w jego gościnie na wygodnych fotelach:-)BLUE LAGUNE
Synaj zrobił na nas niesamowite wrażenie. Skaliste góry, gorąco i sucho. Podróżowaliśmy w towarzystwie Josha i pary Szwajcarów – Nadii i Romana. Pierwszego dnia pięliśmy się pod górę by ostatecznie nocleg spędzić na pustyni. Wieczorem zostaliśmy odwiedzeni przez beduinów, którzy ostrzegali nas, że dalej asfalt się kończy. Ponieważ na wszystkich 3 mapach widniała asfaltowa droga, postanowiliśmy zaryzykować. Beduini mieli rację. Zaczęła się jazda po piachu i kamieniach. Na szczęście w dół, do morza. Gdy dotarliśmy do wybrzeża, byliśmy zachwyceni! Okazało się, że jesteśmy nad piękną laguną – Blue Lagune. Wykąpawszy się i nacieszywszy widokami ruszyliśmy dalej.

NA WIELBŁĄDZIM SZLAKU
Na naszych mapach wciąż widniała asfaltowa droga, a tymczasem rozpoczął się odcinek zwany przez miejscowych „Camel Track” - wielbłądzi szlak. Wąska półka wisząca nad morzem, nKOLACJA U BEDUINOWa której nie dość, że nigdy nie było asfaltu, ufoPRZEPRAWA NA CAMEL TRACKUrmowana tak, że tylko wilbłądy są w stanie tą trase pokonać! Nie mając wyścia podjeliśmy wyzwanie i mozolnie pchając, ciagnąc i parami przenosząc nasze objuczone rowery nad wielkimi głazami, powoli krok za krokiem, zaczęliśmy przemiszczać się w stronę Dahab. Zdziwienie miajających nas turystów usadowionych wygodnie na wielbłądzich grzbietach było niezmierne.

Po wieczór, zmordowani, dotarliśmy do kolejneNOCNA PRZEJAZDZKAgo pięknego miejsca – Blue Hole – raju nurków. Nie bardzo mając się gdzie rozbić postanowiliśmy zapytać beduinów, czy możemy spędzić jedną noc w ich obozie. Przemili młodzieńcy zgodzili się bez wahania, na znak przyjaźni podarowując mi arafatkę, którą wprawnie zawiązali na mojej głowie. Gdy nasze obozowisko było już rozbite, beduini zaprosili nas do ognia, na którym przygotowali dla nas podpłomyki i beduińską herbatę. Potem Rafał przyniósł gitarę i do późnej jeszcze nocy śpiewaliśmy i śmialiśmy się z naszymi nowymi znajomymi. W międzyczasie jednemu z beduinów skończyły się papierosy. Osiodłał więc swojego wilbłąda i ruszył pośrd ciemności do sklepu:-) Gdy wrócił, każdy z nas załapał się na nocną przejażdżkę na wielbłądzim grzbiecie:-)

NURKOWANIE W DAHAB
Rano, beduini ponownie czekali na nas z herbata oraz podpłomykami. Urządzili mi też  lekcjię obsługi i siodłania NAUKA OBSŁUGI WIELBŁADAwielbłąda:-)
Jak tylko skończyliśmy naszą herbatę, popędKRZYCHO NURYziliśmy z Krzychem na spotkanie z....Kornelem i Moniką:-) - moimi znajomymi z PL. Kornel i Monia organizują i prowadzą obozy nurkowe. Dzięki ich serdeczności załapaliśmy się na jedno z najniezwyklejszych wrażeń w naszym życiu!  Mieliśmy okazje spróbować nurkowania z butlą. Coś niesamowitego! Do tej pory ten obcy i nieprzystępny świat podwodny, nagle okazał się być  do oswojenia. Tu toczy się niesamowite, bujne podwodne życie, o którym my tam na górze w ogóle nie mamy pojęcia. Pierwszy raz przekonałam się, że nie jestem w wodzie  sama:-) Trudno opisać doznania nowicjusza pod wodą. Wkraczam w niewysławialność. Myślę, że każdy powinien choć raz w życiu doświadczyć zanurzenia w morską odchłań. Oczywiście serdecznie polecam wyjazdy z Kornelem i Moniką:  http://www.kokomoko.pl/  Dzięki Kornel, dzięki Monia!

 

Komentarze

Oczarowanie

Szanowna pani Ado/Adelo. Nie widziałam nigdzie nazwiska, ale myślę, że piszę do Pani Adeli Tarkowskiej?
Witam Panią bardzo ciepło i zacznę od tego, że przeczytałam książkę pani Anny Maruszeczko pt. "Kobieta na zakręcie" i najbardziej zafascynowała mnie - nawet nie wiem czy to właściwe określenie - Pani osoba i Pani podróż z kolegani Arkiem i Rafałem gdzie na końcu pan Arek zmarł. Niesamowicie  walczyła Pani o przyjaciela i to na obczyźnie gdzie i dogadać się jest ciężko.
W książce podany był e-mail www.biketheworld.pl  Myślalam, że to strona tylko Pani, a znalazłam wiele opisów Państwa podróży. Jak Wam zazdroszczę!
Przez wiele lat byłam pilotem wycieczek i pielgrzymek autokarowych. Marzyłam o tym, że kiedy przejdę na wcześniejszą emeryturę tj. od 55 lat. zrobię dodatkowe uprawnienia i będę podróżować po całym świecie tyle, że nie rowerem (nawet nie wiem czy jeszcze umiem jeździć rowerem) ale los chciał inaczej. Dzisiaj mam 62 lata jestem po operacji mózgu i chodzę i jednej kuli. Mam różne dni, są i takie kiedy kula prawie nie jest mi potrzebna, ale są takie, kiedy ledwo chodzę. I tak dziękuję Bogu, że żyję. Państwa opisy podróży pozwoliły mi wrócić do marzeń. Łączę wyrazy szacunku dla całej Grupy ale najbardziel dla Pani Ado/Adelo z życzeniami wielu wrażeń i to tych pozytywnych. Uważajcie na siebie Państwo!!!  Teresa Nowakiewicz z Gdyni

Szanowna Pani

Szanowna Pani Tereso!
Dziekuje bardzo za przemile slowa!!!!Trudno mi opisac wzruszenie jakie mnie ogarnelo, czytajac Pani historie oraz to, jak moja historia wplynela na Pania! Ciesze sie, ze za posrednictwem tej strony, moge inspirowac i dzielic sie przygodami z odleglych krain! Przepraszam, ze tak pozno odpisuje. Nie zauwazylam wczesniej pani wpisu. Jesli przeczyta Pani kiedys te slowa, bardzo prosze skontaktowac sie ze mna za posrednictwem formularza kontaktowego na tej stronie badz przez maila: adela@biketheworld.pl Bardzo by mi bylo milo, gdybym mogla pozostac z Pania w kontakcie! Pozdrawiam przeserdecznie z Botswany!
Adela