PANAMA. Czy warto pisać bloga?

Dodane dnia 2014.07.15

Wpis dotyczy kraju: PANAMA

Zobacz wszystkie wpisy Adeli z kraju: PANAMA

PANAMA 15.07.2014

Siedzę sobie z laptopem na kolanach i zastanawiam się, czy można zrobić wpis o niczym? Skoro nie pisałam na blogu od miesięcy, od czegoś muszę zacząć. Oczywiście najlepiej zacząć od postanowienia, że teraz będę pisać często, regularnie, idealnie na przykład co 2 tygodnie. Nie wiem jak to wszystko ugryźć. Mam już takie zaległości na blogu, że w zasadzie nie chce mi się na nim pisać. Wstyd mi przed samą sobą, oraz przed Wami - drodzy czytelnicy. Chociaż podejrzewam, że piszę sama do siebie, ponieważ „drogich czytelników” już pewnie dawno tu nie ma. Po tak długim czasie oczekiwania na jakikolwiek mój wpis, odeszli od ekranów. Czasem zdarza się, że ktoś pyta, czemu nic nie piszę. Jeśli jest tu jeszcze chociaż jedna dusza, którą to interesuję, może odpowiem na to pytanie. Powodów jest kilka. Przede wszystkim okazało się, że pisanie w drodze wcale nie jest takie łatwe. Szczególnie, gdy podróżuje się na rowerze. Dzień składa się z czynności około obozowych oraz jazdy. Gdybyśmy przemieszczali się autobusami, pewnie siedząc w fotelu, mogłaby robić wpisy. Ale, że jadę na rowerze, w ciągu dnia wpisów robić nie mogę. Pozostaje jeszcze wieczór. Ale zanim rozbijemy namiot, ugotujemy i umyjemy się, wymienimy wrażeniami oraz zrobimy swoje notatki, często jestem już tak zmęczona całym dniem pedałowania, że idę od razu spać. Gdy docieramy do jakiegoś miasteczka, zanim odpowiem na wszystkie maile ze skrzynki, zamieszczę jakąś notkę oraz odpowiem na wiadomości z Facebooka, sprawdzę kilka informacji dotyczących naszej trasy – okazuje się, że mija tyle czasu, że w zasadzie nie zostaje go już pod dostatkiem na siedzenie kilka godzin nad blogiem Korzystając z infrastruktury miejskiej trzeba jeszcze zrobić jakieś zakupy, no i zobaczyć też coś poza ekranem komputera - zwiedzić okolicę, popatrzeć na miejscowych, spróbować lokalnych potraw. Rozmawiałam o tym ze spotykanymi rowerzystami i okazuje się, że mają podobne problemy. Część po prostu nie prowadzi żadnego bloga, spora część pisze tylko na Facebooku, no i jest jeszcze ta szlachetna grupa, która wierna swym czytelnikom, zamieszcza wpisy regularnie. Okazuje się jednak, że tych ostatnich, podróż często podyktowana jest pod pisanie. Cały tydzień jest zaplanowany tak, aby danego dnia dojechać do miejscowości, znaleźć hotel z internetem, zrobić wpis i zamieścić go. Tu pojawiają się dwa aspekty – hotel i planowanie. To są dwie rzeczy, które w naszej podróży prawie nie istnieją. My śpimy głównie pod namiotem, lub u miejscowych, którzy dość często zapraszają nas pod swój dach. W takich sytuacjach, wolę chłonąć chwile z nowo poznanymi ludźmi, poświęcić czas na rozmowę z nimi, niż po kolacji musieć przepraszać gospodarzy i wymykać się, aby robić wpis na bloga. Rozwiązaniem tutaj jest hotel. Można przyjechać, zarejestrować się, rzucić rzeczy i pisać. Nie trzeba zbawiać gospodarzy opowieściami z drogi. Ma się 100% prywatności i w 100% można poświęcić się pisaniu bloga. Tak robi wielu spotkanych przez nas rowerzystów. Ale ten model działania też mi nie odpowiada! W ten sposób czułabym, że jestem niewolnikiem własnego bloga. Jak już mam wybierać, to wolę spędzać czas z miejscowymi, niż mieć stronę www. Zastanawiałam się już nie raz, jak to było, że kiedyś, w czasach gdy zamiast rowerem, włóczyłam się jeszcze auto-stopem, miałam czas na regularne pisanie bloga. Co się zmieniło? Okazuje się, że w te 5 lat zmieniło się bardzo dużo! Przede wszystkim wtedy, docierałam do netu, pisałam jedną stronę, zamieszczałam zdjęcia i już, gotowe! Prowadziłam bloga podpiętego pod gotową platformę. Nie miałam własnej strony. Mój aparat miał 3.2 megapikseli – nie musiałam zmniejszać zdjęć. Nie musiałam robić znaku wodnego. Nie zamieszczałam galerii. Karta 500 MG starczyła mi na całe wakacje. Nie woziłam komputera, dodatkowych kart i dysków zewnętrznych. Nie kręciłam filmów. Nie musiałam zdjęć przeglądać, usuwać, podpisywać, katalogować, robić back-upów. No a przede wszystkim prawie nikt w tamtych czasach do mnie nie pisał! Nie miałam Facebooka, który też jest jednym z czynników, przez które nie piszę na stronie. Facebook stał się swego rodzaju protezą strony. Szybko coś tam wrzucę. Fotkę, czy krótką notkę, że żyję i mam poczucie, że obowiązkom stało się za dość. Świat wie, gdzie jestem i co mniej więcej robię. No ale nie każdy (na szczęście) ma Facebooka. Gdy sama z FB nie korzystałam, nie miałam tylu znajomych – nieznajomych, którzy ciągle się chcą czegoś dowiedzieć. Nie angażowałam się też w przeglądanie mało istotnych rzeczy i ich „lajkowanie”. Blog był formą komunikacji z rodziną i przyjaciółmi. I to w zasadzie w dużej mierze jednostronną. Czy już podałam wystarczająco powodów, tłumaczących dlaczego nie piszę bloga? Nie? To jeszcze napiszę kilka. Muszę przyznać też, że strona, którą wymyśliliśmy sobie, okazała się zbyt dużym, przerastającym mnie przedsięwzięciem. Chciałam pisać bloga, szczegółowe informacje praktyczne o przebytych państwach, robić galerie zdjęć, a to wszystko po polsku i angielsku. Nie zdawałam sobie sprawy, z tego, że nawet na bloga po polsku nie znajdę czasu! Może byłoby inaczej, gdyby strona powstała wraz z pierwszymi dniami naszej podróży. Może wtedy, na bieżąco, byłby na wszystko czas. Ale strona ruszała i rozwijała się, gdy byliśmy już kilka ładnych miesięcy w drodze. Zawsze więc byłam ze wszystkim o parę miesięcy opóźniona. Zawsze nadganiałam. Nigdy nie byłam na bieżąco. Zawsze łudząc się, że kiedyś nadrobię, nadgonię. To poczucie zaległości przytłacza mnie tylko i jeszcze bardziej odstręcza od pisania. Notatki ręczne są, wystarczy je tylko przepisać...No ale chyba czas stanąć twarzą w twarz z rzeczywistością. Nie przepiszę, no nie przepiszę tych notatek! Może gdy przejdę już na rowerową emeryturę. Może wtedy świat ujrzy moje przemyślenia i przygody z Etiopii, Tanzanii, Botswany, RPA, Argentyny, Chile, Boliwii czy Peru......Ale czy będzie to kogoś jeszcze interesowało? Czy ja za kilka lat będę się jeszcze identyfikować z tym, co napisałam? Ostatnio spojrzałam na wpisy z początków tej podróży i nie mogę uwierzyć, że to JA je pisałam! Wiem, że podróże kształcą, zmieniają, ale czy aż tak??? Wstydzę się tych wpisów i mam ochotę je wszystkie wypieprzyć! Treści które zamieszczałam na moim poprzednim blogu czytało może 200 osób. Teraz muszę się zastanawiać co piszę, jak formułuję myśli, żeby nikogo nie urazić, żeby zainteresować, no i żeby przypadkiem jakiegoś szydercy czy „hejtera” nie sprowokować. Uff! No to już chyba wszystkie wymówki i wytłumaczenia, marnie broniące tego, że nie piszę. Ale jest też ta druga strona medalu to, dlaczego pisać nadal chcę i dlaczego pisać warto. Choćby dlatego, żeby podzielić się ze światem tym, co przeżywamy. Żeby móc zainspirować i zachęcić tych, którzy marzą o takiej podróży, oraz zabrać w podróż tych, którzy z jakichś powodów wyruszyć nie mogą. Żeby pokazać, że Świat, ogólnie rzecz biorąc jest przyjaznym miejscem, a ludzie w dużej przewadze są dobrzy. Co jeszcze? No, tak na samym końcu, to fajnie mieć taką stronę, swego rodzaju pamiątkę, zapis minionych, ulotnych zdarzeń. No to od czego by tu zacząć. Jak przełamać te miesiące milczenia. Jak sprawić aby blog nie był brzemieniem, ciężarem spowodowanym zaległościami, a przyjemnością? Chyba po prostu, od kroku pierwszego, który właśnie wykonuję, robiąc ten wpis. No ale co dalej? Pomyślałam, że mam 3 opcje. 1. Nie pisać wcale. 2. Nieustannie próbować nadgonić zaległy materiał. 3. Zacząć od zupełnie nowego rozdziału. Odrzucić w niebyt nadzieję na przepisanie z notesu zdarzeń sprzed dwóch lat i zacząć już teraz, już dziś. Patrzeć w przód a nie wstecz. Jest jeszcze 4-ta opcja – 1 krok w przód, 2 kroki wstecz. Bądź też 2 kroki w przód, 1 wstecz. Czyli raz wpis teraźniejszy, raz o przygodach minionych. Co sądzicie Wy? Wolicie czytać od teraz, regularnie, co porabiamy, i co u nas słychać. Czy wolicie dowiadywać się od czasu, do czasu też o tym, jak to było w poprzednich, nie opisanych krajach? Wolicie wpisy częste, a krótkie. Dużo zdjęć? Czy szczegółowe i długie? Ha ha ha! Pytanie retoryczne oczywiście. Wiem, że dziś nikomu się już nie chce wczytywać w długie wpisy. Nikt nie ma czasu. Każdy w komórce woli przelecieć na szybko fotki, nie wiele interesując się treścią. A szkoda, bo jak już zacznę, to lubię dużo pisać. Stąd też problem z przepisywaniem do kompa notatek, bo już tych ręcznych mam po 7-8 stron na dzień. Ruszyły prace nad stroną. Nie będzie zakładki „kraje” ponieważ niczego w niej nie umieszczamy. Gdy ruszaliśmy cztery lata temu, bardzo trudno było znaleźć nam jakiekolwiek informacje dla rowerzystów. Szczególnie o trasach i warunkach na Bliskim Wschodzie oraz w Afryce. Myśleliśmy wtedy, że super pomysłem będzie stworzenie takiej bazy informacyjnej dotyczącej stanu nawierzchni, dostępu do wody, jedzenia, internetu, sklepów i warsztatów rowerowych. Teraz wiemy, że nie ma to większego sensu. Z roku na rok, w niesamowitym tempie przybywa rowerzystów i stron z informacjami aktualnymi. A nasze z roku, na rok przedawniają się i nie są już dla nikogo przydatne. Dlatego tej „krajów” już nie będzie. Pojawi się za to zakładka „o nas”, bo w zasadzie wypadałby, żebyśmy parę słów o sobie samych napisali (uwierzcie, że nie jest to proste:-). Te informacje przynajmniej nie będą się zmieniać w takim tempie jak dostępność internetu w Afryce:-) Co poza tym? Poza tym, zdjęć dziś żadnych nie będzie. Kończę, bo tekst już się robi za długi. Gratuluję tym, którzy wytrwali do jego końca. Idąc za ciosem, jutro zamieszczę wpis z Panamy, żebyście mogli dowiedzieć się co tu porabiamy i dlaczego jesteśmy w tym małym kraju już od 5 miesięcy. Liczę na Wasze opinie odnośnie tego, w jakiej formie teksty preferujecie, a tych, których interesuje co porabialiśmy w Peru, zapraszam do sierpniowego numeru pisma Rowertour.

 

Komentarze

Witam, Ja z żoną lubimy wasze

Witam,
Ja z żoną lubimy wasze teksty bardzo czytać i brać z nich natchnienie nanasze podróże rowerowe, teksty krótkie czy długie to każde są dobre, chętnie będzimy czytać i te z poprzednich miesięcy jak i te aktualne.
Pozdrawiamy i życzymy szybkiego powrotu do zdrowia a szczególnie powrotu do dobrej kondycji która jest niezbędna przy takiej wyprawie.
Jacek i Agnieszka Tronina

Zgadzam się!

Zgadzam się z przedmówcą, nieważne czy wpisy długie czy któtkie. Nieważne czy kogoś urażają (w granicach rozsądku) czy nie, nieważne czy poprawne gramatycznie czy pisane piękną polszczyzną. Ważne żeby się pojawiały wtedy kiedy Wy macie na to ochotę i żeby przede wszystkim Wam się podobały bo nie da się wszystkich zadowolić :). Blog nie jest tylko dla czytelników, ale też dla Was, więc nie przejmowałbym się niczym tylko pisałbym to co mi w duszy gra :) Pozdrawiam i więcej dystansu. Oczywiście nikt nie musi się zgadzać z tym co napisałem, ale takie jest moje zdanie i ja chyba w ten sposób bym do tego podszedł. Przede wszystkim wydaje mi się że w miarę możliwości na bieżąco starałbym się opisywać przygody, szybko i pod wpływem emocji jest najlepiej :)

Bardzo dzikękuję za Waszą

Bardzo dzikękuję za Waszą opinię, życzenia powrotu do zdrowia oraz wspieranie naszej wyprawy!:-)Michał - dzięki za wsparcie:-) Masz rację, trzeba pisać i być sobą:-)

Pisać, pisać i się nie

Pisać, pisać i się nie zrażać! Fajnie śledzić na bieżąco co tam u Was słychać, co porabiacie, gdzie akurat jesteście. Szybkiego powrotu do zdrowia życzę :) Pozdrówki serdeczne!

pisać

Pisać, pisać i jeszcze raz pisać, sam nie wiem co wybrać, bo fotki fajne i unikalne, ale pisanie chyba fajniejsze, poza tym pozostawia więcej miejsca dla wyobraźni a jednocześnie buduje jakiegoś rodzaju więź, z Tobą i Waszymi przygodami. A poza tym, aż się chce uczestniczyć w tej przygodzie, chociażby przez małe nabycie "kawy" i czytając bloga, chciałoby się jak filmowy Jarząbek przeprosić, że tak dawno nie wysyłałem, bo byłem chory, czy coś. Ale nie będę się rozpisywał, bo to w końcu nie mój blog, tak czy inaczej pisz proszę, co do kroków, to jestem za 1 do przodu 2 do tyłu, dla mnie nie ma znaczenia kiedy i skąd, wszystko jest aktualne w momencie czytania, pozdrawiam serdecznie, buziaki, zdrowia i szerokiej drogi z mnóstwem przygód i serdecznymi ludźmi.

Regularne, wyczerpujące opisy

Regularne, wyczerpujące opisy z jażdego kraju były rewelacyjna lekturą, ale skoro autorzy nie dają rady.. cóź.. rozumiem. Cieszę się. że w ogóle cos piszesz ;)
Pozdrawiam
 

O pisaniu w drodze

Sama wiem jakie to trudne, w zasadzie piszę głównie w czasie dni bez jazdy. Może wtedy Wam się uda? Zrobić sobie postój 2-3 noce w jednym miejscu, wystarcza na ogarnięcie organizacyjno-odpoczynkowo-krajoznawcze. A pomysł ze zmianami na blogu absolutnie popieram i czekam na nowe wpisy :)

No właśnie problemem jest to,

No właśnie problemem jest to, że trzeba się zatrzymywać specjalnie po to, żeby pisać bloga. Chcialabym sobie wypracować jakąś optymalną proporcję tekstu do zdjęć do ilości publikacji w miesiącu, żeby nie musieć się zatrzymywać na kilka dni. Dzięki za opinię - przynajmniej wiem, że mnie ktoś rozumie:-)

Pisać! ale tak, jak wy

Pisać! ale tak, jak wy czujecie i jak wam wygodnie. Bo mam poczucie, że jeśli bedziesz chciała napisać notki wstecz, a tak bardzo cię to frystruje, to ciagle bedziesz miala poczucie, ze nie nadążaszn i że masz zaleglosci...a to moze kompletnie odebrac radosc z pisania.
oczywiscie,ze chcialabym przeczytac notki z poprzednich podrozy. ale mysle,zebys zaczela pisac tak, jak dla ciebie bedzie najdogodniej,zeby teraz ruszyc.

No a ja bardzo chętnie bym znów poczytała!!!

pisz, zacznij na bieżąco, najwyżej będzie dziura, i już. a na brak wpisów biezących z panamy wymówki nei masz - wszak od kilku tygodni jesteś w jednym miejscu, a nawet w jednym łóżku. Z którego, jak wiem, wreszcie cię uwolniono! Oczywiście, bardzo się cieszę, że rehabilitacja postepuje prawidłowo. Ale jak we wszystkim, jest też minus tej strony - już nie zdążysz z aktualnym tekstem o Panamie, zanim z niej nie wyruszysz?
No a ja bardzo chętnie bym poczytała!!!
 

Haha!

Dobre, chyba dorobię "Lubię to" do komentarzy :D

Now lasnie bedac 2 miesiace w

Now lasnie bedac 2 miesiace w 1 miejscu i w 1 lozku tez wcale nie znaczy, ze ma sie czas i WENE do pisania bloga. Bo - jezdzilam na fizjoterapie, wreszcie odpisalam na wszytkie maile, musialam przesegregowac foty jeszcze z kilku krajow wstecz, poskracac filmy, zrobilismy kilka galerii foto na strone itd. A poza tym...dlugie sniadania i kolacje z gospodarzami, wieczorne pokazy djec z podrozy....Ale bede pisac, bede. Przelamalam pierwsze lody:-)

Adelo kochana! Gratulacje z

Adelo kochana! Gratulacje z powodu absolutnej szczerości i samoświadomości. Znam dobrze te dylematy. No cóż, każde rozwiązanie ma swoje plusy i minusy. Uginanie się pod ciężarem niespisanych archiwów i płynących z tego wyrzutów sumienia może być (racjonalnie) nie do udźwignięcia na dłuższą metę i w ogóle kolidujące z celem, jakim jest przecież jakiś (egzotyczny co prawda:)) rodzaj osobistej satysfakcji, a nie samoumartwiania. Z drugiej strony, kompletne porzucenie pisania byłoby chyba najgorszym rozwiązaniem. Być może rozsądnym kompromisem byłaby opcja porzucenia wyrzutów sumienia, włożenia archiwów do achiwum (zrobiłbym zdjęcia każdej strony zapisków i przełał zdjęcia gdzieś na bezpieczny serwer) i rozpoczęcia "od zera"? Powiedziawszy to, ja jestem znacznie gorszy, bo w ogóle nie piszę... W wielu powodów... I wcale nie jest to najlepsze rowiązanie... 
 
Korzystam z tej okazji, żeby Cię uroczyście przeprosić za mój niedawny wpis na Twoim facebooku, gdzie wymądrałem się na temat balansu bieli w Waszym aparacie, a słowem nie wspomniałem o dużo poważniejszym problemie, jakim była Twoja kontuzja... Nie wszpomniałem, bo nie wiedziałem... Przeglądam Wasze przygody z konta facebookowego Rosity i dopiero później z kolenych wpisów zdałe sobie sprawę, że przeoczyłem coś ważnego... Za co przepraszam... Cóż, bardzo się cieszę, że pedałujesz dalej, mam tylko nadzieję, że się nie przeforsowujesz i nie chowasz do mnie urazy;)... 
 
Co do fotografii, to miałbym jeszcze jedną bezwstydną uwagę, ale czuję się usprawiedliwiony, bo przecież idzie o zdjęcia z Waszej Przygody Życiowej. Otóż widzę, że zewnętrzne szkiełko obiektywu Waszego aparatu jest brudne. Da się to rozpoznać po aureolach wokół źródeł światła i poświatach wokół jasno oświetlonych obiektów w scenach o dużym kontraście. Normalnie granice pomiędzy obiekrami mocno skontrastowanymi powinny być ostre, a bardzo jasne źródła światła (jak uliczne lampy w nocy) powinny przedstawiać się jak "słoneczka", z odchodzącymi na wszystkie boki promieniami. Szkiełko wymaga pzeczyszczenia. Ale ostrożnie z tym, bo czyszcząc niewłaściwie można je na amen załatwić. Najłatwiej ale i najdrożej, a tekże najmniej kreatywnie byłoby poszukać gdzieś autoryzowanego serwisu Canona lub Nikona. Jeśli chcecie zrobic to sami, trzeba zacząć od wydmuchania sprężonym powietrzem drobin kurzu, piasku itp, potem najlepiej przejechać powierzchnię miękkim pędzelkiem, a dopiero potem wyczyścić powierzchnię szkiełka spejalną szmatką nasączoną kilkoma kroplami specjalnego płynu do czyszczenia optyki. Co do rodzaju szmatki to za najlepszą szkatkę uchodzi ta z mikrowłókien. Jeśli nie masz spejlanego płynu, dobre rezultaty może dać czysty alkohol - etylowy lub izopropylowy. 
 
To tyle Adela na dzisiaj. Kochamy Was i obok wiatru we włosach życzymy Wam Słońca na twarzach i w duszach.
Greg i Rosita

Grzesiu, nic się ie stało!

Grzesiu, nic się ie stało! Przecież nawet mi przez myśl nie przeszła żadna uraza! :-) Dzięki za porady praktyczne:-) Kontaktuj się z nami mailowo. Uściski z raju do raju:-)

W przypadku waszych zaległości

W przypadku waszych zaległości sugerowałbym po jednym: artykuł bierzący, artykuł zaległy. Z czasem uda wam się ponadrabiać zaległości. Dopóki podróżowałem z kimś, często było trudno znaleźć czas na pisanie, bo przecież nagadać się trzeba, w szczególności z wami rozmowy zajmowały sporą część wolnego czasu :)
 Ale nawet teraz podróżując samemu też jest ciężko zebrać się do nadrobienia zaległości na stronie. Raz przycisnęła mnie grypa, to dzięki temu mogłem nadrobić zaległości sprzed pół roku! Ale teraz znów zrobiło się 4 miesiące zaległości!
  Co do długości wpisów. Te długie są bardzo czasochłonne i na przykładzie mojego długiego opisu pobytu z Kolumbii (gdzie dzięki spotkaniu z wami duuużo się działo!) stwierdzam, że ludziom nie chce się raczej czytać tak długich elaboratów! Teraz o Ekwadorze staram się pisać już sporo krócej a bogatsze opisy swych przygód zostawię na moją książkę w przyszłości :)

Rafalski, Ty wiesz, jak to

Rafalski, Ty wiesz, jak to jest. Jak TY nie masz czasu na bloga, to kiedy ja mam mieć. Przecież ja się muszę co wieczór nagadać ha ha ha:-) Ale masz rację, 1 ktok w przód, 1 wstecz - z czasem bym nadrobiła:-) Dzięki za opinię:-)

coz ,mamy pewne oczekiwania:

coz ,mamy pewne oczekiwania: wiecej krwi,potu,łez,radosci,akcji,emocji,szczerosci,bólu,zachwytow,upadkow,
a wszystko to opisane zgrabnym tekstem /nie zgrubnym jak to czasem w blogach bywa / 
jednym slowem zawrzyjmy uklad-- one coffee for one history
Adelo, dziekujemy ze znajdujecie chec iczas by dzielic sie znami wasza przygodą
jestescie bardzo intrygujacymi osobami,i wybaczcie ale niezmiernie nas ciekawi jakimż to happy end`em uraczy
was fortuna,ktora wszak kołem sie toczy /w rozmiaze 26 ``/
cóż   pażywiom uwidim , a przez najblizsze 5 czy 6 lat bedziemy dzielnie razem z wwami cieszyc sie regularnymi
dłuuuuuugaśnymi wpisami /fotami tez rzecz oczywista/
to co, stoi?
zula ida miko

Kochani Zulo, Ido i

Kochani Zulo, Ido i Miko!Dziękuję za niesamowitą propozycję! Tylko jeśli uda mi się zamieszczać wpisy co 2 tygdnie, państw nam nie starczy na wysyłanie do Was kartek za kawy! Muszę też przyznać, że i Wy jesteście dla nas bardzo intygującymi osobami. "Znamy" się  bowiem już dość długo, a my nic o Was nie wiemy:-)  Co do Waszych oczekiwań, nie wiem, czy wszytkim mogę sprostać. Pot i szczerosć mogę obiecać na pewno:-) Więcej akcji, radości, emocji i zachwytu również. Co do łez, oby tych ze szczęścia. Niestety nie mogę Wam obiecać więcej krwi ani upadków, ponieważ mam nadzieję, że limit na takie wydarzenia już wyczerpałam. Wybaczycie mi?:-)Z kaw zawsze się ucieszę, ale jeszcze większą radość sprawia mi to, że "jedziecie" razem z nami, i że możemy być Waszymi oczami na ten piękny świat.A może za te 5-6 lat spotkamy się na prawdziwej, a nie wirtualnej kawie?:) 

Pasażer na gapę

Witam.
Pisać jak najwięcej oczywiście. Pamiętajcie że zabraliście nas w Waszą podróż " na barana" i teraz już nie ma odwrotu:) Jak znam życie po powrocie powstanie super książka w której poproszę o skromną dedykację. 

Dziękujemy:-) Dedykacja

Dziękujemy:-) Dedykacja gwarantowana:-)

Podziękowania

O dedykację w książce to ja też proszę:)
Nie przejmuj się Ada - wszystkie Twoje wpisy, nieważne czy długie czy krótkie są dla mnie natchnieniem i nadzieją. Dzięki Wam ja też podróżuję i Waszymi oczami, słuchem i wrażeniami przenoszę się po wspaniałym świecie. oglądam po kilka razy zdjęcia i jestem z Wami.
Nie śmiałbym mieć pretensji o to, że nie macie czasu i sił pisać. Podziwiam Was za to, że tak wiele dajecie nam, czytelnikom wiadomości. Ze swojego doświadczenia podróżniczego wiem, że pisanie samych notatek dla siebie zajmuje bardzo dużo czasu, a co dopiero prowadzenie tak szczegółowego bloga.
Pozdrawiam
Krzysztof

Dziękuję bardzo za

Dziękuję bardzo za wyrozumiałość! Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że moje wpisy, czy zdjęcia mogą mieć dla kogoś takie znaczenie! Tym bardziej postaram się częściej pisać, aby móc zabierać Was ze sobą w naszą podróż

Przecież to Wasza wyprawa !!!!

Owszem, wspaniale się czyta Wasze wpisy, ogląda zdjęcia ... ale to Wasza wyprawa, Wasz czas ... I każdy wpis, nawet jeżeli nie po kolei, jest ciekawą informacją o kawałku Swiata, który zwiedzacie !
Czyli - jak masz czas i ochotę, to pisz. Jak nie masz ... trudno, pewnie za jakiś czas i tak coś napiszesz ;-) !!!
Powodzenia !!!
Aha - jeszcze nie raz wyślę Wam "2 kawy" - pocztówki z tak egzotycznych miejsc to wspaniała rzecz !!! Szkoda tylko, że dopiero teraz (czytając Rowertour) trafiłem na Waszą wyprawę ...

Dziękuję za podzielenie się

Dziękuję za podzielenie się ze mną swoją opinią. To prawda, że prędzej czy później zawsze coś w końcu napiszę:-) Miło mi, że poprzez Rowertour możemy "zabrac ze sobą w podróż" większą rzeszę czytelników:-) Biorąc pod uwagę fakt, że zamierzamy być w drodze jeszcze przez jakieś 6 lat, nic nie straciłeś, że dopiero teraz się o nas dowiedziałeś:-) Dziękujemy za kawy i pozdrawiamy!

Prędzej czy później ;-)

Miło się czyta Twoje wpisy - są takie hmmm, pełne uczucia :-) ! Kris pisze już nieco inaczej, a np. Rafał - to super dokładny dziennik :-D ! Dużo Zdrowia i Uśmiechu !!!