ARGENTYNA. Buenos Aires. Śladami Gombrowicza.

Dodane dnia 2012.03.19 -- Zaktualizowano dnia 2014.04.16

Wpis dotyczy kraju: ARGENTYNA

Zobacz wszystkie wpisy Adeli z kraju: ARGENTYNA

ARGENTYNA


19.03.2012, Buenos Aires, Argentyna

Już od 9 dni jesteśmy w Buenos Aires. Wciąż nie mogę uwierzyć w to, że jeszcze 10 dni temu byłam w Afryce, a 9 dni temu w Dubaju!!! Przeskok samolotem ponad lądami i wodami powoduje ogólną dezorientację. Nadal jeszcze trzymają mnie skutki jet lag'u. Tutaj jest 5 godzin wcześniej niż w RPA, więc budzę się o 3 nad ranem (o „mojej” 8mej)  i nie mogę już zmrużyć oka oraz analogicznie chce mi się spać, już ok. 17, czyli o mojej 22giej. Jakieś totalne pomieszanie z poplątaniem, które mam nadzieje, że niebawem przeminie. Tym bardziej, że tutaj, w Argentynie toczy się życie typowo nocne i chodzenie spać o 17 nie bardzo idzie w parze z życiem towarzyskim:-)

Ale od początku.

W Buenos wylądowaliśmy 10 marca o 1 nad ranem. Ponieważ nie chcieliśmy szwendać się nocą po  mieście, zdrzemnęliśmy się na ławkach, na lotnisku. Następnie, już w promieniach słońca zabraliśmy się do składania naszych rowerów, które na szczęście całe i zdrowe, przeżyły długi lot.

Składamy nasze rowery w pierwszych promieniach słońca.

Gdy po wielu godzinach spędzonych w klimatyzowanej atmosferze lotniska, wreszcie wyszłam na zewnątrz, ogarnęło mnie wielkie zdumienie. Automatyczne drzwi rozsunęły się gwałtownie, a na mnie buchnął lepki powiew ciepłej, ciężkiej i dusznej, nieznanej z Afryki masy. Niebo było szare a powietrze zdawało się ciągnąć i przyklejać do nozdrzy. Takie właśnie było pierwsze zderzenie z „boskim powietrzem”, czyli z Buenos Aires. 

Pierwsze 5 dni spędziliśmy u Rominy, Argentynki, z którą skontaktowaliśmy się przez Hospitality Club. Romina – niezwykle ciekawa postać – scenografka teatralna, malarka, tancerka tango, pokazała nam alternatywne, nocne życie Buenos. Potem przenieśliśmy się do Polaka - Wojtka, u którego obecnie gościmy.

Buenos robi na nas wrażenie na każdym kroku. Przede wszystkim oczywiście z powodu kontrastów w stosunku do światów Bliskiego Wschodu oraz Afryki, w których przebywaliśmy 2 lata. To jest tak niesamowite, znów wylądować w kulturze europejskiej. Naprawdę NIESAMOWITE! 

Tak dawno nie widziałam, europejskich starych kościołów, europejskiej, imperialistycznej zabudowy, kin, teatrów, piekarni, cukierni, małych sklepików, straganików ze stosami starych, spłowiałych książek, kiosków z gazetami, kwiaciarek siedzących na chodnikach, mimów i akrobatów na skrzyżowaniach ulic, parków z przytulającymi się parami, ludźmi na wrotkach i rowerach, wyścigów konnych oraz boisk do polo, muzyków na deptakach, biznesmenów zaczytanych przy porannej kawie w prasę, a przede wszystkim, od opuszczenia Europy nie widziałam tylu BIAŁYCH ludzi naraz, co początkowo powodowało jakąś konsternację i poczucie, że coś jest nie tak! Nie rozumiem jeszcze procesów zachodzących w mojej głowie, ale wygląda na to, że tak, jak początkowo musiałam oswoić się z Afryką, tak teraz, na nowo muszę oswoić się z potworem do świata europejskiego. Piszę europejskiego, bo chodząc po Buenos, czuję tu bardziej ducha Europy niż latynoskiego. Kolejną, zapomnianą atrakcją, którą możemy rozkoszować się na nowo, jest  miasto nocą – rzecz w Afryce nie do pomyślenia! Rany! Ja już kompletnie zapomniałam jak to jest chodzić po mieście nocą! Ostatni raz mieliśmy ku temu okazję ponad rok temu w Egipcie, w Kairze oraz w Syrii, w Damaszku. Kurcze, życie nocne dużej metropolii, już zapomniałam jakie to może być piękne – rozświetlone ulice, gwar z restauracji i kawiarenek, tłumy spacerujące po promenadach, muzyka dochodząca z klubów i zaułków licznych ulic. Jaki to niesamowity kontrast w stosunku do ciemnych, głuchych afrykańskich wiosek, w których po zmroku słychać jedynie poszczekiwania psów, a jedynym źródłem światła jest ognisko, przy którym zebrana rodzina w kucki je kolację. Buenos Aires – dla mnie po Afryce szok. Szok na każdym kroku!

Imperialistyczna zabudowa Buenos

Nocne spacery po mieście. Już prawie zapomniałam jakie to fajne

Rowerzysta maleje na 6-cio pasmówce

Uroku zwiedzania miasta dodała nam fucha, zlecona przez Muzeum Gombrowicza, we Wsoli. Przesłano nam listę miejsc w Buenos, związanych z Witoldem Gombrowiczem i poproszono o zrobienie fotograficznej ich dokumentacji. Miejsc, które opisywał w swoich książkach, w których mieszkał, pracował, jadał, pijał kawę, przechadzał się wieczorami i spotykał z przyjaciółmi. Tak zaczęła się nasza ekscytująca przygoda odkrywania Buenos Aires, chodząc śladami Gombrowicza. Część miejsc nadal istnieje, niektóre popadły w ruinę, inne dano już nie istnieją, a na ich miejscu wyrosły nowoczesne budynki. Czuliśmy się trochę jak detektywi, podglądający czyjeś dzieje z minionej epoki.

 

Dom Gombrowicza w Buenos

Gombrowiczowska przygoda zawiodła nas na bankiet w Domu Polskim (oczywiście imienia W. Gombrowicza). Odbywał się akurat zjazd Polonii z całej Ameryki Południowej. Udaliśmy się tam pełni optymizmu, pozytywnie nastawieni do spotkania z rodakami. Myśleliśmy, że poznamy  sympatycznych ludzi, z którymi będzie można porozmawiać w rodzimym języku oraz dowiedzieć się jakichś ciekawych rzeczy o Argentynie i ościennych państwach. Gdy weszliśmy „na salony”, zastaliśmy rozgadany po hiszpańsku, wyperfumowany tłum, wystrojony w garnitury, krawaty, muszki i garsonki, ze średnią wieku po 60-tce. Już na progu poczuliśmy się trochę nieswojo w szortach i t-shirtach wypalonych afrykańskim słońcem (no, niestety nie wozimy w sakwach strojów wieczorowych:-). Szwendaliśmy się zagubieni, nie wzbudzając niczyjego zainteresowania, gdy nagle podszedł do nas starszy pan, który łamaną polszczyzną spytał – „Czi to wasz ten roweri?”- O, wreszcie, ktoś zauważył powiewające flagi polskie, wreszcie nie będziemy się wałęsać bez celu a z kimś sobie przyjemnie porozmawiamy – pomyśleliśmy radośnie. Pan jednak kontynuował – „To zabieracz je bo przi schodach przeszkadzają!” - po czym oddalił się z obrażoną miną. Zgaszeni, ulokowaliśmy się w kącie, z którego jeszcze jakiś czas obserwowaliśmy ludzi całujących się w powietrzu z głośnym cmoknięciem i słuchaliśmy -  „Och witaj witaj! Jak się masz? Świetnie wyglądasz! Małżonka zdrowa?” itd. W sekcji alkoholowej panowie zaczepiali stewardessy, a w jedzeniowej dwie panie ukradkiem ładowały kanapki do reklamówek. Gdy w pewnym momencie naszych uszu dobiegło donośne „Bóg, honor, ojczyzna!” poraziło mnie jak gromem! Przecież oto właśnie, podążając śladami Gombrowicza znaleźliśmy się w samym środku akcji Trans-Atlantyku! Uradowani spostrzeżeniem, postanowiliśmy ponownie podążyć śladami Witolda - zwialiśmy więc z bankietu ile sil w pedałach:-)

Takie to przygody zafundowało nam Buenos Aires. Jutro ruszamy w drogę. Czuję dużą ekscytację na myśl o otwierającym się przed nami nowym rozdziałem podróży. Dużo pytań rodzi się w mojej głowie – jaka okaże się Ameryka Południowa? Jakich ludzi spotkamy? Czy będą otwarci i sympatyczni? Czy będą gościnni? Czy poza Buenos będzie już mniej europejsko? Czy czyhają na nas jakieś niebezpieczeństwa? Z jakimi trudnościami przyjdzie nam się zmierzyć? 

Chcemy udać się do Patagonii, na samo południe Argentyny, ale wpierw mamy sprawy Gombrowiczowskie do dokończenia. Musimy podjechać jeszcze do miejscowości Tandil i Mar del Plata, aby tam również odszukać ślady Mistrza.

Ścieżka rowerowa - tego też dawno nie widzieliśmy!

 
Obelisk. Punkt "0" miasta
Różowy pałac
Kolory Buenos
Imperialistyczne aleje Buenos
Polo. Zabawa dla bogaczy
Nowe i stare w harmonii

Komentarze

Ciekawy hohlik w tym zdaniu...

Nie rozumiem jeszcze procesów zachodzących w mojej głowie, ale wygląda na to, że tak, jak początkowo musiałam oswoić się z Afryką, tak teraz, na nowo muszę oswoić się z potworem do świata europejskiego.

długo :)

czekałam, czekałam i doczekałam się :)

Z niecierpliwoscia czekam na wasze nastepne wpisy

Niesamowita przygoda, ciekawe opisy i spostrzezenia. Bedzie z tego material na serie ksiazek :)
Powodzenia na szlaku. 

Gombrowicz

Witaj, czy napisałas jakis osoby artykół o Gombrowiczu? Intersuja mnie jego ślady w BA a w tym wpisie nie wiele na jego temat sie pojawiło.
pozdrawiam Dominika
 

Witaj, nie pisaliśmy osobnych

Witaj, nie pisaliśmy osobnych artykułów o Gombrowiczu. Dobrym miejscem by zaczerpnąć trochę informacji o nim jest Muzeum Witolda Gombrowicza we Wsoli.   http://muzeumliteratury.pl/author/muzeumgombrowicza/ 
Pozdrawiamy